Wyciekły dokument brytyjskiej Partii Zielonych odsłania plany, które jeszcze kilka lat temu brzmiałyby jak parodia. Ukryty w zabezpieczonym hasłem archiwum politycznym, dostępnym zazwyczaj tylko dla członków partii, dokument wzywa do utworzenia nowego Departamentu Migracji, który miałby ściśle współpracować z szefami edukacji w celu „rozpowszechniania wiedzy” o imigrantach bezpośrednio w szkolnych salach lekcyjnych. Zgodnie z tymi planami dzieci miałyby być uczone, że mają „moralne zobowiązanie” do przyjmowania imigrantów – dokładne sformułowanie mówi o edukowaniu uczniów na temat „sytuacji, przed którymi uciekają osoby ubiegające się o azyl i przesiedlani uchodźcy, a także potrzeby i moralnego obowiązku zapewnienia azylu i ochrony humanitarnej”.
Partia deklaruje przy tym, że „dąży nie tylko do zapewnienia azylu osobom zmuszonym do opuszczenia swoich domów, ale także do pracy na rzecz świata, w którym nikt nie musi uciekać ze swojego domu”. Wizja szlachetna na papierze. W praktyce sprowadza się do programu indoktrynacji realizowanego za zamkniętymi drzwiami, o którym brytyjska opinia publiczna nie miała się dowiedzieć.
Darmowe mieszkania, głosy i paszporty
Propozycje Zielonych wykraczają daleko poza edukację. Dokument przewiduje bezpłatne porady prawne i wsparcie dla nielegalnych imigrantów w celu „uregulowania ich statusu bez kar za brak dokumentów”. Osoby przebywające w Wielkiej Brytanii od co najmniej pięciu lat miałyby otrzymać status osoby osiedlonej – wraz z pełnymi świadczeniami socjalnymi, prawem wyborczym i ścieżką do obywatelstwa.
Granice miałyby zostać jeszcze szerzej otwarte dla osób z krajów, w których występuje „poważne zakłócenie porządku publicznego” lub które twierdzą, że są prześladowane na mocy przepisów o równości. Partia chce również łagodniejszego podejścia do osób podejrzanych o terroryzm.
Wszystko to dzieje się w momencie, gdy Wielka Brytania ugina się pod ciężarem masowej migracji, a prognozy wskazują, że imigranci mają zająć 40% nowych domów do 2030 roku – w kraju, w którym kryzys mieszkaniowy jest już jednym z najpoważniejszych problemów społecznych.
CYNICZNYM OKIEM: Zieloni chcą dać nielegalnym imigrantom darmowe mieszkania, prawo głosu i paszporty, a brytyjskim dzieciom – poczucie winy. To nie polityka migracyjna, to program lojalnościowy z rekrutacją w szkołach podstawowych.
Szkoły jako narzędzie polityczne
Ujawnione plany wpisują się w szerszy schemat, w którym brytyjski system edukacji staje się narzędziem realizacji celów politycznych. Szkoły zachęcane są już do raportowania przejawów „wrogości wobec muzułmanów”. Policja antyterrorystyczna publikuje reklamy ostrzegające nastolatków, że udostępnianie zabawnych treści może być terroryzmem, a rządowa gra wideo uczy dzieci, że kwestionowanie masowej migracji czyni z nich potencjalnych ekstremistów.
Po przeciwnej stronie politycznego spektrum formacja Restore Britain oferuje radykalnie odmienną wizję. Dyrektor kampanii partii Charlie Downes nie owija w bawełnę:
„Zdeportujemy wszystkich nielegalnych i obciążających nas migrantów. Jeśli oznacza to odejście milionów, niech tak będzie”.
„Zdelegalizujemy niekompatybilne praktyki kulturowe i religijne. Jeśli oznacza to, że ci, którzy odmawiają integracji, przestaną czuć się mile widziani, niech tak będzie”.
W kwestii najpoważniejszych zbrodni partia idzie jeszcze dalej: „Będziemy dokonywać egzekucji pedofilów, gwałcicieli i morderców, jeśli taka będzie wola narodu brytyjskiego”.
Kontrast między obiema wizjami nie mógłby być ostrzejszy – jedna strona chce jeszcze szerzej otworzyć granice i wpędzić następne pokolenie w poczucie winy, by to zaakceptowało, druga chce postawić rdzennych Brytyjczyków na pierwszym miejscu i przywrócić porządek.
CYNICZNYM OKIEM: Partia, której lider wierzy, że kobiety mogą mieć penisy, chce teraz definiować moralność dla cudzych dzieci. Brytyjska polityka osiągnęła punkt, w którym satyra stała się zbędna – rzeczywistość ją wyprzedza.
Ujawnione plany Zielonych ukazują partię całkowicie oderwaną od rzeczywistości, w której żyją zwykli Brytyjczycy – od kryzysu mieszkaniowego, przez skandale związane z wykorzystywaniem seksualnym dzieci, po erozję kulturową i narastające napięcia społeczne. Propagowanie otwartych granic w klasach szkolnych, za zamkniętymi drzwiami i bez wiedzy rodziców, to nie edukacja – to radykalizacja wymierzona w najmłodszych, realizowana przez polityków, którzy sami nie poniosą żadnych jej konsekwencji.



