Podczas gdy wielu komentatorów ostrzega, że sztuczna inteligencja wyprze amerykańskich pracowników z rynku pracy, znacznie mniej uwagi poświęca się faktowi, że te same firmy, które budują AI, już teraz zastępują ich tańszą siłą roboczą sprowadzaną z zagranicy. W wielu przypadkach bezpośrednim zagrożeniem dla Amerykanów nie jest sama technologia, lecz praktyki rekrutacyjne firm, które ją opracowują. Ironia polega na tym, że strach przed maszynami przesłania zupełnie realne, ludzkie decyzje podejmowane w działach kadr Doliny Krzemowej.
Według najnowszych danych amerykańskiego Urzędu ds. Obywatelstwa i Imigracji (USCIS), w 2025 roku pracownikom zagranicznym w Stanach Zjednoczonych przyznano 406 348 wiz H-1B. Dla setek tysięcy Amerykanów liczba ta jest koszmarem, ponieważ program stworzony w latach 90. jako tymczasowa wiza pracownicza dla wysoko wykwalifikowanych migrantów zalał Amerykę milionami tanich pracowników z zagranicy. Autor materiału przez ostatnich kilka miesięcy badał kwestię programu H-1B na potrzeby filmu dokumentalnego dla GB News i otrzymał wiele wiadomości od pracowników opisujących, jak zmuszano ich do szkolenia swoich zagranicznych następców, jak ich miejsca pracy wysyłano za granicę lub jak byli świadkami etnicznego tribalizmu w rekrutacji.

Dolina Krzemowa już nie jest amerykańska
Największymi użytkownikami programu H-1B są giganty technologiczne, z których wiele agresywnie lobbuje w Kongresie przeciwko reformom mogącym zakłócić ich dopływ zagranicznej siły roboczej. Według wskaźnika Silicon Valley Index z 2025 roku, około dwie trzecie tamtejszych pracowników technicznych urodziło się poza Stanami Zjednoczonymi. W Dolinie Krzemowej jest dziś więcej pracowników pochodzących z Indii niż osób urodzonych w Kalifornii, a wysoko wykształceni pracownicy z Indii i Chin stanowią 41 procent siły roboczej w porównaniu do 30 procent Amerykanów.
Według analizy ekonomisty z Harvardu, George’a Borjasa, zatrudnienie pracowników z wizą H-1B jest średnio o 16 procent tańsze niż ich amerykańskich odpowiedników. Na każdym pracowniku H-1B pracodawcy oszczędzają średnio 100 000 dolarów w ciągu sześcioletniego okresu obowiązywania wizy. Pracodawcy mają następnie możliwość sponsorowania zielonych kart, co zapewnia stałe zastępowanie amerykańskich pracowników w branży o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa narodowego.
CYNICZNYM OKIEM: Marka „American innovation” brzmi dumnie w prospektach inwestorskich, ale gdy zajrzeć do biurka, wartość akcji rośnie szybciej, jeśli innowator został sprowadzony za pół ceny. Patriotyzm korporacji kończy się tam, gdzie zaczyna się kolumna z kosztami.
Pewna pracownica z Doliny Krzemowej powiedziała autorowi, że straciła pracę po tym, jak jej indyjski menedżer zmusił ją do zatrudnienia asystenta z Indii, którego miała następnie przeszkolić, aby mógł ją zastąpić. Od dwóch lat zmaga się ze znalezieniem zajęcia i została zmuszona do sprzedaży domu. W innym przypadku informatorka, która do niedawna pracowała w FedEx, wyznała, że stanowiska całego jej zespołu zostały przeniesione do Indii, a były podwykonawca Google opowiedział, że kazano mu szkolić swoich następców na Filipinach.
Nepotyzm, opłaty i furtki
Wielu rozmówców dostrzegło etniczny tribalizm w rekrutacji. W Google pewien były pracownik stwierdził, że widział, jak Hindusi przekazywali innym Hindusom poufne pytania rekrutacyjne, aby pomóc im w zdobyciu pracy. Etniczny nepotyzm doprowadził do tego, że miejsca pracy stały się skupiskami zagranicznych pracowników pochodzących z jednego konkretnego miasta, a nawet wioski w Indiach. Głośnym przykładem jest sprawa Cognizant Technology Solutions – kilka wygranych procesów sądowych przeciwko tej firmie w ostatnich latach potwierdziło dyskryminację pracowników niebędących Hindusami przy zatrudnianiu i awansach.
Aby poradzić sobie z tymi wyzwaniami, administracja Trumpa podjęła próby ograniczenia wiz H-1B. W zeszłym roku ogłoszono nową opłatę w wysokości 100 000 dolarów dla pracodawców zatrudniających zagraniczne talenty, a eksperci szacują, że liczba wniosków o wizy mogła spaść o 30 do 50 procent. Weteranka kampanii przeciwko imigracji i prawniczka Rosemary Jenks stwierdziła jednak, że opłata miała niewielki ogólny wpływ, ponieważ nie dotyczy krajowych wniosków, takich jak zamiana wiz studenckich czy odnowienia.
Program H-1B nie jest jedynym wyzwaniem dla amerykańskich pracowników. W tym tygodniu Urząd ds. Imigracji i Służby Celnej (ICE) ogłosił wykrycie ponad 10 000 przypadków potencjalnych oszustw w programie Optional Practical Training (OPT), który pozwala zagranicznym studentom na pracę w USA do dwóch lat po ukończeniu studiów. Funkcjonariusze ICE przekazali, że znaleźli „puste budynki i zamknięte drzwi pod adresami, pod którymi rzekomo zatrudnione są setki zagranicznych studentów”.
CYNICZNYM OKIEM: Program przeciw oszustwom odkrywa, że zatrudnienie odbywa się w pustym budynku – i wciąż jest to zaskoczenie dla regulatora. Najwyraźniej duch przedsiębiorczości w USA potrafi pracować nawet bez biurka i pracownika.
W przeciwieństwie do programu H-1B, który wymaga od pracodawców płacenia stawki rynkowej, osoby zatrudnione w ramach OPT mogą otrzymywać dowolne wynagrodzenie. Według danych z zeszłego roku, w USA w ramach programu OPT przebywa 294 253 studentów, którzy następnie mogą zamienić wizy studenckie na H-1B, a ostatecznie na zielone karty. Amerykańscy absolwenci konkurują więc o stanowiska podstawowe z obcokrajowcami gotowymi pracować za znacznie mniejsze pieniądze.
Niektórzy Republikanie, w tym gubernator Florydy Ron DeSantis, wzywali do całkowitego zniesienia wizy H-1B. Dopóki jednak Kongres nie przeciwstawi się politycznym wpływom lobby Big Tech, zależność Ameryki od taniej zagranicznej siły roboczej prawdopodobnie się nie skończy. Podczas gdy Amerykanom każe się bać wyparcia przez sztuczną inteligencję w przyszłości, wielu z nich już dziś jest wypieranych przez praktyki rekrutacyjne tych samych firm, które tę inteligencję tworzą – a koszt boomu AI ponoszą nie maszyny, lecz konkretni ludzie sprzedający swoje domy.



