Ken Honda, japoński autor bestsellerów z dziedziny finansów osobistych i psychologii pieniądza, którego książki rozeszły się w nakładzie ponad ośmiu milionów egzemplarzy od 2001 roku, od lat analizuje nie tyle to, jak bogaci ludzie zarabiają, ile to, jak żyją. Jego obserwacje bywają nieoczekiwanie trzeźwe – i trochę niewygodne. Jeden z jego materiałów wideo krąży ostatnio z tezą, która z pozoru brzmi jak kolejny poradnik dla aspirujących: prawdziwie zamożni ludzie są niezwykle wybredni co do tego, gdzie spędzają swój czas – i konsekwentnie omijają całe kategorie miejsc, które większości z nas wydają się zupełnie normalne.
Nie chodzi o snobizm. Chodzi o coś bardziej pragmatycznego – o ochronę energii, czasu i uwagi przed środowiskami, które je pochłaniają bez żadnego zwrotu.
Hałas, plotki i złudzenie więzi
Pierwsza kategoria miejsc, których prawdziwie bogaci unikają, to głośne spotkania towarzyskie skoncentrowane wokół alkoholu i narzekania. Honda sięga po japoński przykład izakaya – lokalu w stylu pubu, gdzie rozmowy schodzą nieuchronnie na plotki, krytykę szefów i komentarze o znajomych. Jak zauważa:
„Nie chodzi tylko o hałas; przebywanie w otoczeniu tego rodzaju negatywnej energii może was naprawdę pociągnąć w dół.”
To nie jest odkrycie wymagające ośmiu milionów sprzedanych książek, ale warto zatrzymać się przy konkluzji. Zamiast takich spotkań zamożni preferują spokojne, eleganckie miejsca, gdzie rozmowy dotyczą pomysłów, projektów, doświadczeń – przestrzeni, z której wychodzi się z czymś, a nie tylko z kacem i złym nastrojem.
Podobna logika dotyczy wydarzeń networkingowych – i tu Honda jest szczególnie bezlitosny. Opisuje je jako areny, gdzie uczestnicy rywalizują o pozycję subtelnie lub wcale niesubtelnie: „Prowadzę tyle firm”, „kupiłem dom wakacyjny”, „moja firma ma X pracowników”. Dla kogoś, kto faktycznie osiągnął sukces finansowy, takie środowisko jest po prostu bezużyteczne. Ich biznesy już kwitną, kontakty już istnieją – nie ma potrzeby wchodzić w grę o status z nieznajomymi przy darmowych przekąskach.
CYNICZNYM OKIEM: Networking to sport dla tych, którzy nie mają jeszcze co sprzedać, albo dla tych, którzy nigdy nie będą mieli. Prawdziwie bogaci pojawiają się na prywatnych kolacjach po koncertach – reszta stoi przy stole z wizytówkami i udaje, że to to samo.
Jeśli już zamożni gdzieś się pojawiają, to na małych, zamkniętych spotkaniach – prywatna kolacja po koncercie, wernisaż w galerii, degustacja wina w wąskim gronie. Nie dlatego, że gardzą innymi, ale dlatego, że jakość środowiska ma dla nich wymierną wartość.
Konsumpcja jako symptom, nie przyjemność
Trzecia kategoria to galerie handlowe i wielkie centra komercyjne – miejsca zaprojektowane, jak wprost stwierdza Honda, po to, żeby wywoływać bezmyślną konsumpcję. Napisy „50% taniej” i przecenione kosze z okazjami przyciągają tych, którzy zakupy traktują jako formę regulacji nastroju. Prawdziwie bogaci – zdaniem Hondy – mają zupełnie inną relację z konsumpcją.
„Czy używacie tego jako sposobu na tymczasowe stłumienie stresu, który odczuwacie?”
To pytanie retoryczne, ale całkiem trafne. Zakupy jako mechanizm radzenia sobie z niepokojem to zjawisko dobrze udokumentowane psychologicznie – i drogie w skutkach. Zamożni nie kupują mniej dlatego, że są skąpi, ale dlatego, że dawno skończyli używać zakupów jako terapii.

Czwarta kategoria jest może najciekawsza, bo dotyczy czegoś głębszego niż miejsca – dotyczy presji społecznej. Prawdziwie bogaci ludzie nie pozwalają sobie na bycie zmuszanym do uczestnictwa w wydarzeniu tylko ze względu na swoją pozycję czy zobowiązanie społeczne. Honda stawia to wprost: ich styl życia jest zaprojektowany wokół wolności wyboru. Nie idą na kolację, na którą nie chcą iść. Nie uczestniczą w wydarzeniu tylko dlatego, że wypada. To brzmi banalnie – ale ile razy w ostatnim miesiącu powiedzieliście „naprawdę nie chcę iść, ale muszę”?
CYNICZNYM OKIEM: Wolność od obowiązków towarzyskich to luksus, który większość ludzi kupuje dopiero wtedy, gdy przestaje go potrzebować do awansu społecznego. Wcześniej nazywamy to „networkingiem” i udajemy, że nam się podoba.
Ostatnia kategoria to miejsca, w których autentyczne „ja” jest niemile widziane – seminaria biznesowe o wysokiej presji, warsztaty samopomocy budowane na desperacji i rywalizacji. Honda zauważa, że zamożni nie gonią za celami z pozycji braku. Zamiast tego – degustacje, galerie, natura. „Istnieje pewien rodzaj energii, rodzaj uzdrowienia, który pochodzi z tych doświadczeń” – mówi Honda – „i dla prawdziwie bogatych ludzi to jest rodzaj pożywienia, którego szukają, a nie tymczasowy haj płynący z plotek czy krytyki.”
Całość można podsumować jedną obserwacją, którą Honda przemyca między wierszami: zamożność to nie tyle stan konta, co system wartości wyrażający się w tym, gdzie i z kim spędzasz czas. A ten system zaczyna się od decyzji, których miejsc konsekwentnie unikać.



