Akcje Ferrari spadły w Mediolanie aż o 3 procent po publikacji wyników za pierwszy kwartał, mimo że zysk i przepływy pieniężne okazały się silniejsze od oczekiwań rynku. Sukces został przyćmiony przez gwałtowny spadek dostaw na Bliskim Wschodzie, gdzie konflikt między Stanami Zjednoczonymi, a Iranem zakłócił transporty na jeden z kluczowych rynków włoskiego producenta luksusowych samochodów. Pokazuje to, że nawet marka działająca w segmencie ekstremalnie odpornym na koniunkturę nie jest w stanie uciec od skutków geopolityki.

Wyniki za pierwszy kwartał pod względem zysku, przychodów i przepływów pieniężnych w dużej mierze przewyższyły oczekiwania, ale region EMEA, obejmujący Europę, Bliski Wschód oraz Afrykę, był wyraźnym negatywnym wyjątkiem. Regionalne dostawy spadły do 1458 jednostek, co oznacza spadek o 14 procent rok do roku i wynik znacznie poniżej prognozy Bloomberga zakładającej 1651 sztuk. Łączne dostawy obniżyły się o 4,4 procent do 3436 aut, podczas gdy obie Ameryki ledwie utrzymały płaski wynik na poziomie 1030 jednostek, Chiny kontynentalne wraz z Hongkongiem i Tajwanem urosły o 7,6 procent do 255 sztuk, a pozostała część regionu APAC poprawiła się o 9,5 procent, dostarczając 693 samochody.

Liczby, które uspokajają, i prognoza, która zaskakuje
Po stronie finansowej Ferrari pokazało wynik, który w innych okolicznościach zostałby uznany za bardzo solidny. EBITDA wyniosła 722 miliony euro, czyli o 4,2 procent więcej rok do roku, przy marży 39,1 procent, EBIT zamknął się kwotą 548 milionów euro, a zysk netto sięgnął 413 milionów euro. Przychody wzrosły o 3,2 procent do 1,85 miliarda euro, z czego sprzedaż samochodów i części zamiennych dała 1,56 miliarda, sponsoring oraz działalność komercyjna i marka wniosły 218 milionów euro przy wzroście o 14 procent, a pozostałe przychody dołożyły 74 miliony.
Najbardziej zaskoczyły jednak przepływy pieniężne. Przemysłowe wolne przepływy pieniężne wyniosły 653 miliony euro wobec konsensusu na poziomie 516 milionów, co stanowi wynik znacząco lepszy od oczekiwań rynkowych. Rozwodniony zysk na akcję ukształtował się na poziomie 2,33 euro wobec prognozy 2,30 euro, a dostawy w Chinach kontynentalnych, Hongkongu i Tajwanie nieznacznie przekroczyły oczekiwania analityków.
CYNICZNYM OKIEM: Klient zamawiający Ferrari z Dubaju musi cierpliwie czekać, aż jego trzystutysięczna zabawka ominie strefę objętą zakazem żeglugi. W luksusie liczy się ekskluzywność – tylko nie taka, która wynika z ostrzeliwania szlaków morskich.
Spółka potwierdziła swoje prognozy na 2026 rok, powołując się na dużą przejrzystość portfela zamówień sięgającego końca przyszłego roku. Analityk Goldman Sachs Christian Frenes zwrócił uwagę, że Ferrari potwierdziło prognozy przychodów na poziomie około 7,5 miliarda euro, skorygowany EBIT na poziomie co najmniej 2,22 miliarda euro oraz przemysłowy wolny przepływ pieniężny przekraczający 1,5 miliarda euro. Frenes spodziewa się, że firma podniesie swoje konserwatywne prognozy w drugim lub trzecim kwartale 2026 roku, ponieważ miks sprzedażowy ma przyspieszyć w drugiej połowie roku dzięki zwiększeniu produkcji supersamochodu F80 oraz modelu 296 Versione Speciale.
Analitycy podzieleni, a Luce już za rogiem
Reakcje banków inwestycyjnych były zróżnicowane, ale w przeważającej części przychylne. Jefferies z rekomendacją kupuj zwraca uwagę, że grupie udało się ograniczyć spadek marży mimo silnych przeciwności kursowych i kwartalnego dołka w dostawach, a podtrzymanie prognoz na 2026 rok nie powinno być według nich zaskoczeniem. JPMorgan z rekomendacją przeważaj uznaje miniony okres za silny kwartał i zapowiada, że podczas telekonferencji chce lepiej zrozumieć, jak firma planuje zniwelować niekorzystne czynniki kursowe oraz koszty stałe.
Najbardziej krytyczny ton pojawił się ze strony Oddo BHF, którego analitycy mają rekomendację neutralną. Wskazują, że wyniki są w dużej mierze zgodne z oczekiwaniami, co może stanowić „lekkie rozczarowanie”, ponieważ zazwyczaj oczekuje się od Ferrari przebijania prognoz, a przekaz przed zamknięciem okresu był dość optymistyczny. Zauważyli przy tym istotną subtelność komunikacyjną, mianowicie że portfel zamówień jest teraz opisywany jako „wydłużający się do końca 2027 roku”, podczas gdy w raporcie za rok obrotowy 2025 mówiono jedynie o „w stronę 2027 roku”.
CYNICZNYM OKIEM: Wyniki zgodne z oczekiwaniami to dla Ferrari rozczarowanie. Tak wygląda życie marki, która sprzedała inwestorom narrację, że zwykła doskonałość już nie wystarczy – trzeba przekraczać prognozy każdego kwartału, najlepiej z silnikiem V12 w tle.
Dane Bloomberga pokazują, że 77,4 procent analityków z Wall Street zajmujących się Ferrari wystawiło rekomendację kupuj, 22,6 procent neutralną, a żadne biuro nie zaleca sprzedaży. Pod koniec tego miesiąca firma zaprezentuje swój w pełni elektryczny supersamochód, model Luce, co stanowi jeden z najbardziej oczekiwanych debiutów w segmencie luksusowych aut.

Jednocześnie nabywcy samochodów sportowych stronią od hybryd, wybierając klasyczne silniki V8 oraz V12, co stawia przed zarządem zadanie pogodzenia ambicji elektryfikacji z preferencjami zamożnej klienteli, której Ferrari nie może sobie pozwolić zlekceważyć. Przy zamówieniach ciągnących się do końca 2027 roku i geopolitycznych turbulencjach na Bliskim Wschodzie kolejne kwartały pokażą, czy marka z Maranello potrafi nadal zachowywać się tak, jakby świat dookoła nie istniał.



