Według serii doniesień z Bliskiego Wschodu i Afryki Północno‑Wschodniej, Arabia Saudyjska, Egipt, Pakistan, Turcja i Somalia zacieśniają współpracę wojskową w kierunku powstania formacji określanej już w mediach jako „islamskie NATO”. Celem ma być nie tylko walka z grupami rebelianckimi, ale – jak wskazują analitycy – również równoważenie wpływów Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Izraela w regionie Afryki Wschodniej.
Saudyjski resort obrony, który niedawno wsparł kampanię przeciw separatystom w południowym Jemenie, otrzymał propozycję, by powielić tamten scenariusz w Somalilandzie – północno‑zachodnim regionie Somalii, który ogłosił niepodległość już w 1991 roku i od tamtej pory działa w praktyce jak niezależne państwo.
CYNICZNYM OKIEM: Tam, gdzie Zachód mówi o „partnerstwie rozwojowym”, Bliski Wschód widzi szansę na nowy poligon geopolityczny.
Somaliland – skrzyżowanie interesów
Somaliland ma strategiczne znaczenie: leży naprzeciw Jemenu, przy wejściu do Morza Czerwonego, czyli w miejscu, gdzie zbiegają się interesy Arabii Saudyjskiej, Emiratów, Egiptu i Izraela. Region utrzymuje bliskie relacje z Abu Zabi i Addis Abebą, a niedawny gest uznania jego niepodległości przez Izrael i porozumienie z Etiopią o dostępie do morza stały się katalizatorem nowego układu sił.
W odpowiedzi Egipt i Somalia – przy wsparciu Arabii Saudyjskiej i Erytrei – zaczęły tworzyć sojusz, który ma przeciwdziałać rosnącym wpływom Etiopii i ZEA. To właśnie te ruchy, jak pisze Bloomberg, mogą stać się podstawą dla saudyjsko‑centrycznej koalicji militarnej.

Od Jemenu do Rogu Afryki
Wzorem kampanii w południowym Jemenie, Rijad mógłby wesprzeć Somalię przy użyciu lotnictwa i oddziałów koalicyjnych szkolonych przez Pakistan lub Turcję. Scenariusz zakładałby odbudowę wpływów rządu federalnego w Puntlandzie – regionie leżącym między Somalią właściwą a Somalilandem – a następnie ofensywę na północ.
Jednak militarne plany komplikują się z powodu izraelskiej obecności w Somalilandzie i możliwego porozumienia obronnego między Etiopią, Izraelem i władzami w Hargeisie. Takie posunięcie mogłoby zniechęcić arabski blok do otwartej interwencji.
CYNICZNYM OKIEM: Nowoczesne sojusze przypominają globalne wersje aplikacji randkowych – wszyscy szukają partnera, ale nikt nie zamierza się wiązać na stałe.
Powstające „islamskie NATO” ma więc dwojaki wymiar: obronny na papierze i ofensywny w praktyce. Jeśli Rijad zdecyduje się wymusić na Somalii kontrolę nad zbuntowanym regionem, konflikt może błyskawicznie eskalować – wciągając do gry Etiopię, Izrael i Emiraty Arabskie.
Jak zauważa jeden z analityków cytowany przez Reutersa, „czas może działać przeciwko Somalilandowi – jeśli jego sojusznicy nie zareagują szybko, region nie będzie w stanie sam się obronić.”
W świetle tych wydarzeń wyłania się nowy obraz Bliskiego Wschodu i Rogu Afryki: konkurujących bloków muzułmańskich i izraelsko‑etiopskich. A jeśli historia uczy czegokolwiek, to tego, że tam, gdzie powstają koalicje w imię pokoju, regulują je zazwyczaj działa armat.


