Jeśli historia gospodarki czegoś uczy, to tego, że każdy cykl zacieśniania kończy się ponownym luzowaniem. A gdy stopy spadną, rynek przypomina sobie, że papierowe pieniądze mają tendencję do tracenia znaczenia szybciej niż politycy – i właśnie wtedy wraca temat Bitcoina.
Po rekordowym roku 2025, w którym kryptowaluta przebiła granicę 126 tysięcy dolarów, dziś pozostaje w okolicach 90 000 USD. Ale – jak zauważają znani inwestorzy – to tylko pozorna stabilizacja.

Arthur Hayes, współzałożyciel BitMEX, prognozuje, że 2026 i 2027 będą „mięsem drukowania pieniędzy”, gdy administracja Donalda Trumpa ponownie uruchomi fiskalne turbiny. Jego zdaniem wtedy właśnie Bitcoin może wzrosnąć do poziomu 500–750 tysięcy dolarów.
Nie jest w tym osamotniony. Z danych platformy Coinbase wynika, że już 45% młodych inwestorów posiada Bitcoina, a coraz więcej firm włącza cyfrowe aktywa do swoich bilansów. Bitcoin wchodzi w siedemnasty rok istnienia jako coś więcej niż eksperyment – stał się mechanizmem nieufności wobec walut narodowych.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy rządy znów zaczną „drukować, by ratować system”, Bitcoin nie będzie już alternatywą. Będzie rachunkiem sumienia całego systemu.
Od maszyny do głosowania do maszyny do ważenia
Warren Buffett powiedział kiedyś, cytując Bena Grahama, że „rynek w krótkim okresie jest maszyną do głosowania, ale w długim – maszyną do ważenia.”
W tym sensie ostatnie skoki kursu to tylko sondaż nastrojów, a prawdziwa ocena wartości Bitcoina nadejdzie dopiero wtedy, gdy zacznie się era ponownego luzowania monetarnego.
W latach 2022–2025 Rezerwa Federalna utrzymywała wysokie stopy, trzymając kryptowaluty w ryzach. Jednak cykl zacieśniania właśnie się kończy.
Jeśli – jak przewidują ekonomiści – rosnące zadłużenie USA zmusi Fed do ponownego „otwarcia kurków”, Bitcoin znów stanie się beneficjentem taniego pieniądza, tak jak po pandemii.
CYNICZNYM OKIEM: Inflacja to dla rządów porażka, ale dla Bitcoina – darmowa reklama.
Wiara, ideologia i matematyka
Przez siedemnaście lat Bitcoin nie zmienił swoich „fundamentów monetarnych” – ograniczonej podaży i odporności na politykę. W świecie, w którym wszystko się dewaluowało – waluty, kredyty, słowa – to jedna z niewielu matematycznych pewności.
Dlatego Hayes i inni wizjonerzy mówią dziś o nowej erze cyfrowego kapitału – nie dlatego, że wierzą w technologię, ale dlatego, że nie wierzą już w banki centralne.
I choć przewidywanie kursu 500 tysięcy dolarów brzmi jak kreacja marketingowa, historia pokazuje, że największe hossy Bitcoina zawsze zaczynały się wtedy, gdy świat próbował udowodnić, że to niemożliwe.


