Według analityków VanEck, jednej z najbardziej znanych firm inwestycyjnych na świecie, Bitcoin do 2050 roku może osiągnąć wartość 2,9 mln dolarów, czyli ponad 10 milionów złotych za sztukę. Prognoza nie opiera się na marzeniach entuzjastów kryptowalut, ale na modelu ekonomicznym zakładającym, że Bitcoin wejdzie do globalnego systemu rozliczeń handlowych – zarówno międzynarodowych, jak i krajowych.
Eksperci Matthew Sigel i Patrick Bush przewidują, że do połowy stulecia Bitcoin może rozliczać 5–10% światowego handlu zagranicznego i 5% transakcji wewnętrznych. To dałoby mu status porównywalny z funkcjonowaniem dzisiejszego funta brytyjskiego w systemie płatności SWIFT, gdzie dolar nadal dominuje (47,8%), a euro utrzymuje drugie miejsce (22,8%).
CYNICZNYM OKIEM: Kiedyś mówiono „świat stoi na ropie”, dziś coraz częściej wygląda, jakby miał się oprzeć na kodzie źródłowym.
Od zabezpieczenia przed inflacją do filaru rezerwy
Według VanEck, motorem napędowym tej rewolucji ma być ekspansja globalnej płynności i dewaluacja walut fiducjarnych – efekt trwającego od dekad drukowania pieniędzy przez banki centralne.
Bitcoin, w takim scenariuszu, nie byłby już inwestycją spekulacyjną, lecz „długoterminowym zabezpieczeniem przed rozpadem systemu zadłużenia państwowego.”
Szacunki mówią, że przy wspomnianym kursie banki centralne mogłyby trzymać w Bitcoinie nawet 2,5% swoich rezerw, co oznaczałoby, że kryptowaluta stanowiłaby 1,66% wartości światowych aktywów finansowych.
Co ciekawe, VanEck obniżył swoje wcześniejsze założenia – jeszcze w 2024 roku zakładał roczny wzrost wartości Bitcoina o 25%, teraz przewiduje bardziej konserwatywne 15% CAGR. W optymistycznym wariancie jednak kurs mógłby wzrosnąć aż do 52,4 mln dolarów, w pesymistycznym – „tylko” do 130 tys. dolarów.

CYNICZNYM OKIEM: Jeśli to się spełni, emeryci będą śledzić kurs BTC zamiast prognozy pogody – w końcu od tego będzie zależeć, czy włączyć ogrzewanie.
Bitcoin kontra system
Już dziś Bitcoin bywa wykorzystywany w rozliczeniach międzynarodowych – szczególnie przez kraje objęte sankcjami, jak Iran, Rosja czy Wenezuela. Ale jego globalna adopcja wciąż jest minimalna w porównaniu z walutami G7.
Według analityków, masowe wejście kryptowaluty do handlu wymagałoby nowych ram regulacyjnych i sporej odwagi banków centralnych, by zaakceptować „system bez granic”.
Mimo to trend jest wyraźny: świat zmierza w stronę cyfrowego uniwersalizmu. Waluty państwowe słabną przez dług i inflację, a kryptowaluty zyskują tym, że nie są niczyje – i właśnie dlatego stają się wszystkim.
Do 2050 roku Bitcoin ma więc szansę stać się czymś więcej niż spekulacyjnym mitem – może być rachunkiem za światowy handel. I jeśli ta prognoza się spełni, historia walut zacznie się od nowa, tyle że zapisze ją nie mennica, a blockchain.


