Jeszcze niedawno byłoby to nie do pomyślenia. Amerykański sektor technologiczny jest obecnie tańszy niż rynek europejski – przynajmniej na podstawie wskaźnika PEG, czyli relacji ceny do zysku skorygowanej o tempo wzrostu. Pod powierzchnią rynkową doszło do załamania pozycjonowania, mnożniki gwałtownie spadły, a grupa Mag7 – Wspaniała Siódemka największych spółek technologicznych – przestała być liderem. To nie jest zwykła korekta. To redefinicja tego, co zasługuje na premię na rynku zorientowanym na sztuczną inteligencję, gdzie wyceniane na nowo są przyszłe zyski, a nie dotychczasowa dominacja.

Wszyscy członkowie Wspaniałej Siódemki odnotowują w tym roku spadki – od minus 5% w przypadku Nvidii do minus 23% dla Microsoftu – i radzą sobie gorzej niż przeciętna spółka z indeksu S&P 500, który wzrósł o 1%. W ciągu kroczącego okresu dwóch tygodni odnotowano drugą co do wielkości wyprzedaż akcji Mag7 w historii, ustępującą jedynie kwietniowi 2022 roku. Ekspozycja funduszy hedgingowych na te spółki spadła do najniższego poziomu od trzech lat.

Trzy powody, dla których rynek przestał wierzyć
Kompresja mnożników dla Mag7 i całego amerykańskiego sektora technologicznego jest znacząca – wskaźniki spadły z 31x do 24x od stycznia. Obawy przed zakłóceniami wywołanymi przez AI doprowadziły do gwałtownego obniżenia wycen oprogramowania i szerzej pojętych spółek technologicznych.

Niewiele zostało już premii wskaźnika P/E do dalszej erozji. De-rating ma charakter systematyczny i dzieje się z trzech bardzo konkretnych powodów.

Po pierwsze – prognozowany wzrost zysków amerykańskiego sektora technologicznego był paraboliczny, a żadne drzewa nie rosną do nieba. Albert Edwards zauważa, że tempo podnoszenia prognoz zaczęło spadać, co sygnalizuje punkt przegięcia.

Po drugie – inwestorzy stracili wiarę w poprawę wolnych przepływów pieniężnych. Przychody i FCF gigantów technologicznych to dwie zupełnie różne historie. Oczekiwania dotyczące wydatków kapitałowych na rok 2026 podwoiły się, a wolne przepływy pieniężne mają być ujemne do końca roku. Konsensus przewiduje odbicie w 2027 roku, ale rynek zdaje się w to obecnie nie wierzyć.

CYNICZNYM OKIEM: Firmy technologiczne wydają miliardy na sztuczną inteligencję, obiecując zyski „za rok”. Inwestorzy słyszeli to już przy metaverse, blockchainie i samochodach autonomicznych. Tym razem ma być inaczej – jak zawsze.

Po trzecie – i to jest kwestia, z którą rynek zmaga się najbardziej – wyceny amerykańskich technologii nie spadły dlatego, że teraźniejszość się zepsuła. Spadły, ponieważ przyszłość stała się znacznie bardziej niepewna. AI wymusza brutalną rewizję trwałości modeli biznesowych, marż i przewag konkurencyjnych. Inwestorzy nie chcą już płacić rekordowych mnożników za zyski, które mogą zostać zagrożone przez nową falę konkurentów.

Kapitał czeka na nowy świat technologii
Jednocześnie kapitał jest wycofywany z notowanych spółek w oczekiwaniu na kolejną falę gigantycznych debiutów giełdowych – SpaceX, OpenAI czy Anthropic. To właśnie te nazwy reprezentują nowy świat technologii AI i drenują popyt na spółki już obecne na giełdzie.

Warto jednak zauważyć, że premia za ryzyko kapitałowe na Nasdaq jest daleka od poziomów bańki. Według analiz Société Générale obecna sytuacja nie przypomina spekulacyjnego szaleństwa z przełomu tysiącleci.
CYNICZNYM OKIEM: Wczorajsi giganci technologiczni są dziś „starą technologią”. Microsoft, Apple, Google – jeszcze niedawno bogowie rynku – nagle stali się dinozaurami, bo nie mają w nazwie „AI” napisanego wystarczająco dużymi literami.

To nie jest więc tylko de-rating. To strukturalny reset tego, ile inwestorzy są skłonni zapłacić za tradycyjną technologię w świecie zdominowanym przez sztuczną inteligencję. Dla europejskich inwestorów, przyzwyczajonych do patrzenia na Wall Street z zazdrością, obecna sytuacja jest bezprecedensowa – amerykańska technologia po raz pierwszy od lat wygląda jak okazja cenowa, a nie luksusowy towar z premią. Pytanie brzmi, czy to zaproszenie do zakupów, czy pułapka wartości, w której „tania” technologia może stać się jeszcze tańsza.



