Boom na sztuczną inteligencję uwolnił energetycznego potwora, jakiego świat jeszcze nie widział, a giganci technologiczni mają coraz większy problem z pogodzeniem szumnych deklaracji klimatycznych z rzeczywistością bilansu energetycznego. Nikt nie jest dokładnie pewien, ile energii będzie potrzebował sektor AI w nadchodzących latach – nie wiadomo nawet, ile zużywa on obecnie. Eksperci są jednak zgodni, że w nadchodzących latach należy się spodziewać gwałtownego i stałego wzrostu zapotrzebowania ze strony centrów danych, w miarę jak globalna gospodarka integruje sztuczną inteligencję z niemal każdym sektorem rynkowym.
Skalę problemu opisał już w zeszłym roku Washington Post. „Integracja AI z niemal wszystkim – od połączeń z obsługą klienta, przez algorytmicznych »szefów«, aż po działania wojenne – napędza ogromny popyt” – donosił dziennik. Pomimo radykalnej poprawy wydajności, ponowne inwestowanie tych zysków w większe i bardziej zachłanne modele zasilane paliwami kopalnymi stworzy zdaniem dziennikarzy „energetycznego potwora”, którego dziś dopiero próbuje się wyobrazić.

Konsumenci płacą rachunek za centra danych
Jak dotąd to konsumenci ponoszą ciężar tego potwora. Centra danych wywierają bezprecedensową presję na lokalne sieci elektroenergetyczne, a konsumenci płacą cenę za dodatkową konkurencję przy licznikach. System okazał się jednak politycznie nie do utrzymania.
W maju, w wyniku protestów wyborców przed wyborami uzupełniającymi, firmy Big Tech podpisały zobowiązanie. Mają one kupować lub zapewniać sobie własne dostawy energii dla zasilania energochłonnych centrów danych, aby chronić konsumentów przed rosnącymi cenami. Konsekwencją jest fala inwestycji w alternatywne źródła czystej energii nowej generacji, mająca pozwolić na zasilenie ogromnych przyszłych potrzeb bez wyrzucania zobowiązań klimatycznych do kosza.
CYNICZNYM OKIEM: Big Tech odkrył klimatyczne sumienie dokładnie wtedy, gdy wyborcy zauważyli rachunki za prąd. Wcześniej cudza faktura za chłodzenie serwerów najwyraźniej była kwestią drugorzędną.
Kosmiczne satelity, fuzja i twarda rzeczywistość gazu
Najbardziej spektakularna z nowych umów dotyczy energii zbieranej poza atmosferą. Meta podpisała ze startupem Overview Energy kontrakt na opracowanie systemu kosmicznej energii słonecznej o mocy do 1 gigawata, co odpowiada produkcji jednego reaktora jądrowego. Overview planuje umieszczanie satelitów na orbicie okołoziemskiej, by czerpać energię ze słońca o każdej porze dnia i nocy oraz przesyłać ją na Ziemię.
Umowa ma jednak charakter czysto teoretyczny. Wystrzelenie pilotażowego satelity przewidziano najwcześniej na 2028 rok, a komercyjna opłacalność tej technologii pozostaje kwestią wielu lat. Zwolennicy rozwiązania twierdzą, że kosmiczna energia słoneczna może być cenowo konkurencyjna wobec innych źródeł dopiero około 2040 roku.
Drugim filarem narracji o ratunku stała się fuzja jądrowa, traktowana w Dolinie Krzemowej jako cudowne rozwiązanie problemu apetytu sztucznej inteligencji. „Nie ma sposobu, aby tam dotrzeć bez przełomu. To motywuje nas do większych inwestycji w fuzję” – powiedział Sam Altman, współzałożyciel i dyrektor generalny OpenAI, podczas Światowego Forum Ekonomicznego 2024 w Davos. Meta i Google inwestują też coraz więcej w energię geotermalną nowej generacji, wykorzystującą zaawansowane wiercenia zapożyczone z sektora naftowego i gazowego, a w niektórych projektach nawet z fuzji jądrowej, by czerpać ciepło z głębokich warstw Ziemi.
Cała ta klimatyczna awangarda ma jednak twardą podszewkę z paliwa kopalnego. Meta finansuje budowę 10 nowych elektrowni gazowych dla swojego największego w historii kampusu centrów danych AI w rolniczej części Luizjany, a Google buduje ogromny obiekt gazowy przy kampusie w północnym Teksasie. Wielkie ambicje związane z czystą energią pozostają więc odległe o lata, podczas gdy emisje w czasie rzeczywistym rosną.
CYNICZNYM OKIEM: Konferencyjne slajdy świecą satelitami i tokamakami, a w polu kukurydzy pyrka kolejna turbina gazowa. Zerowa emisja netto okazuje się produktem premiery, którego data wciąż się przesuwa.
W 2024 roku Google przyznało, że jego emisja dwutlenku węgla wzrosła o 48 procent w ciągu pięciu lat z powodu boomu na sztuczną inteligencję. Firma wcześniej zobowiązała się do osiągnięcia zerowej emisji netto do 2030 roku, lecz jej przedstawiciele uznają obecnie ten cel za potencjalnie poza zasięgiem, przyznając, że „w miarę dalszej integracji AI z naszymi produktami, redukcja emisji może być wyzwaniem”. Innymi słowy, Big Tech jednocześnie sprzedaje wizję orbitalnych farm słonecznych, kupuje czas dzięki gazowi i przesuwa termometr klimatyczny dalej w przyszłość, ilekroć teraźniejszość zaczyna parzyć w palce.



