Waszyngton nie zamierza zwalniać tempa. Po brawurowej operacji przechwycenia prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, administracja Donalda Trumpa obrała za cel kolejny bastion komunizmu w Ameryce Łacińskiej – Kubę. Jak donosi Wall Street Journal, w Białym Domu trwają prace nad planem „zmiany reżimu” w Hawanie do końca 2026 roku.
Według źródeł gazety, punktem odniesienia jest „model wenezuelski” – operacja, w której współpraca z agentem z otoczenia Maduro umożliwiła amerykańskim służbom dokładne śledzenie jego ruchów i przeprowadzenie błyskawicznej akcji. Teraz CIA ma intensywnie poszukiwać „osób skłonnych do współpracy” w strukturach kubańskiego rządu, które pomogłyby odsunąć od władzy prezydenta Miguela Díaza-Canela i jego partyjnych protegowanych.
CYNICZNYM OKIEM: Waszyngton odkrył nowy eksportowy produkt – zmiany rządów z gwarancją dostawy do 48 godzin.
Kuba bez paliwa, bez sojusznika
Trump nie kryje zadowolenia z efektów operacji w Caracas. Na platformie Truth Social ostrzegł, że „Kuba żyła przez lata z ropy i pieniędzy Wenezueli – i to się skończyło”, dodając, że komunistyczny reżim powinien natychmiast „zawrzeć umowę, zanim będzie za późno”.
Po utracie strategicznych dostaw z Caracas Kuba znalazła się w głębokim kryzysie gospodarczym. Według amerykańskiego wywiadu kraj pogrąża się w chaosie: przemysł turystyczny i rolniczy praktycznie nie funkcjonują, brakuje leków, żywności i paliwa. Nasilające się blackouty i inflacja zwiększają napięcia społeczne w państwie, w którym – paradoksalnie – nie istnieje żadna realna opozycja zdolna przejąć władzę po ewentualnym upadku rządu.
CYNICZNYM OKIEM: Rewolucja kubańska zdawała się nieśmiertelna. Teraz walczy, by zachować światło – i resztki turystów.
„Nowa doktryna” amerykańskiej dominacji
Choć słownictwo Trumpa przypomina hasła z epoki zimnej wojny, jego strategia ma – przynajmniej w teorii – odmienny charakter. Urzędnicy Białego Domu zapewniają, że nie chodzi o klasyczną „zmianę reżimu”, lecz o „robienie interesów tam, gdzie nadarza się okazja.” Jak tłumaczy anonimowy doradca prezydenta, plan zakłada równoczesny nacisk polityczny i gotowość do negocjacji, by umożliwić „miękkie przejęcie władzy przez bardziej pragmatyczne frakcje” w Hawanie.
Nie wszyscy wierzą jednak w „miękkie” rozwiązania – 32 kubańskich żołnierzy i agentów wywiadu zginęło podczas ataku USA na Caracas. Stąd rosnące obawy, że podobny scenariusz może czekać także Kubę.
Dyplomaci ostrzegają, że upadek państwa kubańskiego może wywołać falę migracji na Florydę i konieczność amerykańskiego programu „odbudowy demokracji” na wzór Afganistanu czy Iraku.
W przeciwieństwie do Wenezueli, Kuba nie ma struktur politycznych ani ruchów społecznych zdolnych przejąć stery. Ewentualna próba siłowego odsunięcia reżimu mogłaby więc skończyć się nie triumfem wolności, lecz kolejnym politycznym protektoratem na południowych wodach USA.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka zawsze walczy o wolność – nawet jeśli musi ją potem sama administrować.
W tej nowej zimnowojennej odsłonie Hawana znów staje się symbolem – nie rozdźwięku między Wschodem i Zachodem, lecz między idealizmem, a cyniczną geopolityką.


