Schwytanie Maduro, uderzenie na Iran, a teraz wzrok Waszyngtonu kieruje się na Hawanę. Rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt podczas briefingu 8 kwietnia odniosła się do sytuacji na Kubie, gdzie blisko 10-milionowa populacja boryka się z powracającymi przerwami w dostawie prądu i pogłębiającą się niestabilnością. Jej słowa nie pozostawiały wiele miejsca na interpretację – kubański reżim, zdaniem administracji Trumpa, musi upaść. Leavitt doprecyzowywała wcześniejszą wypowiedź prezydenta Donalda Trumpa, który stwierdził enigmatycznie, że „Kuba jest następna”. Słowa te padły po tym, jak armia USA z sukcesem zatrzymała byłego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro i jego żonę Cilię Flores Maduro, a następnie dokonała skoordynowanego z Izraelem uderzenia na Iran.
„Sądzę, że kiedy prezydent Trump to powiedział, a później doprecyzował swoją wypowiedź, miał na myśli to, że reżim kubański musi upaść” – powiedziała Leavitt w odpowiedzi na pytanie redakcji The Epoch Times. „Kraj jest bardzo słaby. Znajdują się w bardzo trudnym położeniu, co jest oczywiste pod względem ekonomicznym i finansowym”.

Wyspa bez prądu i bez ropy
Kuba od lat polegała na Wenezueli w kwestii większości swoich zasobów energetycznych. Ten krytyczny łańcuch dostaw został jednak brutalnie przerwany – po schwytaniu Maduro Stany Zjednoczone przejęły kontrolę nad regionalnym przemysłem naftowym, a wenezuelska ropa przestała płynąć na wyspę.
Kryzys paliwowy zagraża całemu narodowi – dostępne zasoby są znikome, a ogólnokrajowe przerwy w dostawie prądu dotykają zarówno domostwa, jak i przedsiębiorstwa. Według Departamentu Stanu USA sytuację pogarsza przestarzała infrastruktura energetyczna oraz brak konserwacji sieci elektrycznych.
„Kubańczycy mają dość swojego rządu i mają ku temu powody” – stwierdziła Leavitt.
Rzeczniczka nie przedstawiła żadnych nowych kierunków polityki, ale zaznaczyła, że urzędnicy administracji współpracują między resortami w celu zidentyfikowania rozwiązań dyplomatycznych. „Te rozmowy i dyskusje toczą się na najwyższym szczeblu naszego rządu” – dodała.
CYNICZNYM OKIEM: Sześćdziesiąt siedem lat embarga nie złamało reżimu, ale może za siódmym razem się uda. Waszyngton podchodzi do Kuby jak hazardzista do automatu – jeszcze jedna moneta i na pewno wygra.
Trump żartuje, ale nikt się nie śmieje
Relacje USA-Kuba to historia tak stara, jak zimna wojna. Kuba zmaga się z embargami i presją ekonomiczną Stanów Zjednoczonych od czasu, gdy Fidel Castro poprowadził komunistyczną rewolucję w 1959 roku, obalając wspieranego przez Waszyngton Fulgencio Batistę. Prezydent Barack Obama złagodził niektóre sankcje w ramach procesu normalizacji stosunków, jednak Trump zaczął wycofywać się z tej polityki już podczas swojej pierwszej kadencji.
Od czasu objęcia urzędu po raz drugi Trump nasilił krytykę pod adresem kubańskiego reżimu. Podczas spotkania w Future Investment Initiative Institute w Miami 27 marca powiedział słuchaczom, że jego podejście „pokój poprzez siłę” opiera się na „wspaniałej armii”, a dźwignia ekonomiczna i twarde strategie negocjacyjne mogą ułatwić zmiany bez użycia przemocy.
Następnie dodał w swoim charakterystycznym stylu: „Powiedziałem: nigdy nie będziesz musiał jej używać, ale czasem musisz, a tak przy okazji, Kuba jest następna”. Po czym natychmiast zastrzegł, że to może być żart. „Ale proszę, udawajcie, że tego nie powiedziałem. Proszę, proszę, proszę media, zignorujcie tę wypowiedź. Dziękuję bardzo. Kuba jest następna”.
W rozporządzeniu wykonawczym podpisanym 29 stycznia 2026 roku prezydent opisał działania rządu kubańskiego jako stanowiące „niezwykłe i nadzwyczajne zagrożenie”. Dokument przytacza sojusze Kuby z Chinami, Iranem, Rosją, a także z Hamasem i Hezbollahem jako dowód tego zagrożenia.
„Kuba od dawna zapewnia pomoc w zakresie obronności, wywiadu i bezpieczeństwa przeciwnikom na półkuli zachodniej” – czytamy w dekrecie. Rozporządzenie stwierdza również, że rząd kubański szerzy ideologię komunistyczną, „zagrażając polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych”, a reżim „prześladuje i torturuje swoich oponentów politycznych, odmawia narodowi kubańskiemu wolności słowa i prasy oraz w korupcyjny sposób czerpie zyski z ich nędzy”.
Sekretarz Stanu Marco Rubio podczas wypowiedzi dla mediów 27 marca wezwał wprost do zmiany reżimu na Kubie.
„Jedyną rzeczą gorszą od komunisty jest niekompetentny komunista” – powiedział Rubio. „Zatem ich system rządów musi się zmienić, ponieważ bez tych zmian nigdy nie będą w stanie rozwinąć się gospodarczo”.
CYNICZNYM OKIEM: Trump prosi media, żeby zignorowały groźbę wobec Kuby, a potem powtarza ją dwukrotnie. To nie dyplomacja – to stand-up z kodami nuklearnymi w kieszeni.




Trump stosując metodę nacisku,grożenia gdzie się da i wymuszeń,zapomina,że może i mu się z Wenezuelą udało,ale nikt idiotą nie jest i nikt na dłuższą metę nie będzie traktował poważnie USA,jeśli chodzi o partnerskie stosunki biznesowe,a tylko to spowoduje,że każdy będzie tworzył masę alternatyw w stosunku do jakiegoś dealu z USA,przez co USA długoterminowo będą tracić i będą słabsi.Tu naprawdę nie trzeba nawet odwoływać się do teorii gier…
Hej! Tak jest to istotny punkt widzenia.
USA wydają się mieć prosty plan. Wojna na Bliskim Wschodzie odcina cenne surowce dla Azji i Europy. USA są samowystarczalne, a do tego mają pod ręką Wenezuelę i pewnie niedługo „przejmą” Kanadę i powrót Doktryny Monroe stanie się faktem. W efekcie zarówno Europa jak i Wschodnia Azja (główni wierzyciele USA) będzie zmuszona do kupowania surowców i nawozów z USA. W ten sposób zagwarantują sobie popyt na państwowy dług (schemat Ponziego), który wynosi już 39 bln USD. Dopóki istnieje popyt na amerykański dług, dopóty hegemonia dolara jest niezagrożona, a to jest gwarantem wszystkiego.
Można powiedzieć, że mają w d*pie „porządek”. Jeśli świat potrzebuje ich dóbr i usług wtedy mogą rozgrywać karty po swojemu.
To tak w skrócie może nieściśle i chaotycznie napisane, ale mniej więcej taki jest ich plan.