Jeff Bezos nie zamierza poprzestać na Amazonie. Założyciel technologicznego giganta prowadzi wstępne rozmowy w celu pozyskania aż 100 miliardów dolarów na fundusz inwestycyjny, który ma przejmować i rewitalizować firmy produkcyjne za pomocą sztucznej inteligencji – donosi „Wall Street Journal„. To kwota, która plasowałaby ten instrument wśród największych funduszy w historii.
Proponowany wehikuł, opisywany w materiałach dla inwestorów jako „narzędzie transformacji przemysłowej”, celuje w strategiczne sektory – produkcję półprzewodników, obronność oraz przemysł lotniczy i kosmiczny. Bezos odbył już wstępne spotkania z największymi podmiotami zarządzającymi aktywami w Azji i na Bliskim Wschodzie, choć rozmowy pozostają na wczesnym etapie.

Project Prometheus – mózg całej operacji
Za funduszem stoi konkretna technologia. Inicjatywa jest ściśle powiązana z Project Prometheus – startupem AI, którego Bezos jest współzałożycielem i dyrektorem generalnym. Spółka, uruchomiona pod koniec 2025 roku z kapitałem początkowym 6,2 miliarda dolarów pochodzącym w dużej mierze od samego miliardera, opracowuje zaawansowane modele AI zaprojektowane do rozumienia i symulowania świata fizycznego.
Project Prometheus po pierwszej rundzie finansowania osiągnął wycenę około 30 miliardów dolarów i stara się o dodatkowy kapitał w ramach oddzielnego procesu.
CYNICZNYM OKIEM: Bezos buduje AI, które rozumie świat fizyczny, żeby kupować fabryki za pieniądze z Azji i Bliskiego Wschodu. Filantropia XXI wieku – pomagasz przemysłowi, przejmując go.
Bezprecedensowy boom inwestycyjny w sztuczną inteligencję rodzi jednak fundamentalne pytania. Skąd wziąć energię dla centrów danych pożerających prąd na poziomie całych miast? Bezos podczas Italian Tech Week w październiku zaproponował odpowiedź, która brzmi jak science fiction.
Założyciel Amazona przewiduje, że centra danych „w skali gigawatowej” zaczną powstawać na orbicie w ciągu najbliższych 10 do 20 lat. Instalacje orbitalne miałyby wykorzystywać stałą, nieprzerwaną energię słoneczną – wolną od chmur, zjawisk pogodowych i przerw nocnych.
„Te gigantyczne klastry treningowe lepiej będzie budować w kosmosie, ponieważ mamy tam energię słoneczną dostępną 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu” – powiedział Bezos w rozmowie z przewodniczącym Ferrari i Stellantis, Johnem Elkannem. „W ciągu najbliższych kilku dekad będziemy w stanie przebić w kosmosie koszty lądowych centrów danych”.
Bezos przyznał jednak, że przeszkody są poważne – konserwacja na orbicie byłaby znacznie trudniejsza, starty rakiet kosztowne, a awaria mogłaby w mgnieniu oka unicestwić sprzęt wart miliardy. Mimo to upiera się, że spadające koszty startów i postęp technologiczny ostatecznie przechylą rachunek ekonomiczny na korzyść kosmosu.
CYNICZNYM OKIEM: Człowiek, którego pracownicy magazynowi nie mają czasu na przerwę toaletową, planuje budowę serwerowni na orbicie. Przynajmniej tam nikt nie będzie narzekał na warunki pracy.
Koncepcja orbitalnych centrów danych zyskuje popularność wśród gigantów technologicznych, ponieważ naziemne obiekty pożerają ogromne ilości energii elektrycznej i wody do chłodzenia serwerów. Ciągłe nasłonecznienie i brak pogody czynią przestrzeń kosmiczną atrakcyjną opcją – przynajmniej w teorii. Czy 100 miliardów dolarów i kosmiczne ambicje wystarczą, by przekształcić przemysł, czy też boom na AI okaże się najbardziej kosztowną bańką w historii technologii – to pytanie, na które Bezos stawia fortunę.


