Izraelska armia dokonała w niedzielę manewru, który nie zdarzył się od niemal trzech dekad. Według nowych doniesień IDF zdobyło zamek Beaufort – strategiczną twierdzę krzyżowców i zabytek z listy światowego dziedzictwa UNESCO – wchodząc najgłębiej w głąb Libanu od prawie trzydziestu lat. Ostatni raz cytadela ta padła łupem izraelskich sił w 1982 roku, gdy armia parła dalej na północ, by ostatecznie okupować części Bejrutu.

Dowód przyszedł szybko i w nowoczesnym wydaniu. Arabskojęzyczny rzecznik IDF, Avichay Adraee, zamieścił na platformie X zdjęcie izraelskich żołnierzy spacerujących przed murami twierdzy, a nad kompleksem kamiennej budowli załopotała izraelska flaga. Nagrania z niedzielnego poranka pokazały flagi powiewające nad średniowieczną cytadelą, w tle słychać było ostrzał, a z okolicznego terenu unosił się dym.

Tysiącletnia twierdza o ogromnej wartości strategicznej
Zamek góruje nad rzeką Litani, na północ od której napierają siły izraelskie. Stoi tam od prawie tysiąca lat, a w różnych epokach korzystali z niego rycerze krzyżowi, armia Saladyna z Jerozolimy, Mamelucy oraz Osmanowie. W latach 80. XX wieku przez pewien czas okupowali go nawet bojownicy Organizacji Wyzwolenia Palestyny.
Nazwa Beaufort w starofrancuskim oznacza „piękną twierdzę”, choć jej dzisiejsza wartość jest czysto wojskowa. Znana również jako Kalaat al-Shakif, zapewnia rozległy widok na Palec Galilei w północnym Izraelu oraz na obszar Nabatija w południowym Libanie. Wszystko wskazuje na to, że przed ostatecznym szturmem lądowym zamek został ostrzelany przez IDF.
CYNICZNYM OKIEM: Tysiąc lat przetrwała pod krzyżowcami, Saladynem i Osmanami, a w epoce dronów stała się tłem do zdjęcia na platformie X. Piękna twierdza zredukowana do propagandowej pocztówki.
Zaraz po przejęciu obiektu IDF powtórzyło ostrzeżenie dla wszystkich osób na południe od rzeki Zahrani, żądając ewakuacji pod groźbą śmierci lub obrażeń. „Każdy, kto znajduje się w pobliżu elementów, obiektów lub środków bojowych Hezbollahu, naraża swoje życie” – oświadczył rzecznik IDF. Żołnierze przejęli teren w rejonie grzbietu Beaufort i potoku Wadi Saluki, rozszerzając uderzenia na północ od Litani.
Rozejm, który się załamał, i wojna o liczby
Eskalacja przyszła po sobotnich atakach Hezbollahu. Grupa wystrzeliła wiele rakiet oraz dronów w kierunku Izraela, co zmusiło szkoły przy granicy z Libanem do zamknięcia w niedzielę. Dzień wcześniej północny Izrael znalazł się pod silnym ostrzałem.
Fale ataków rakietowych nasiliły się, gdy stało się jasne, że zawieszenie broni w Libanie faktycznie się załamało. W ciągu ostatniego tygodnia na południowy Liban spadły setki pocisków.
Bilans jest dramatyczny. Cofając się do początku marca, zginęło ponad 3180 Libańczyków, a ponad 9000 zostało rannych – według libańskich urzędników do spraw zdrowia. Dane te nie rozróżniają uzbrojonych bojowników od cywilów.
W tle toczy się gra dyplomatyczna. Krytycy Izraela ostrzegają, że Netanjahu próbuje sabotować wysiłki Trumpa zmierzające do porozumienia pokojowego z Iranem. Izraelczycy od dawna obawiają się, że Waszyngton zgodzi się na zły układ, który nie zapewni całkowitego zniszczenia irańskiego programu nuklearnego i wysoko wzbogaconego uranu.
Sam rozejm, wynegocjowany za pośrednictwem USA, miał jedynie powstrzymać Izrael przed ponownym bombardowaniem Bejrutu i innych centrów rządowych. Waszyngton naciska teraz na libański rząd oraz armię, by rozbroiły Hezbollah, lecz pozostaje to nierealistyczne, bo armia jest słaba i niedofinansowana – ironicznie, częściowo z powodu ograniczeń nałożonych przez same Stany Zjednoczone.



