Banki centralne uwięzione w pułapce – koniec ery stabilności cen

2% cel inflacyjny stał się strukturalnie niemożliwy do osiągnięcia

Jarosław Szeląg
5 min czytania

Dwuprocentowy cel inflacyjny, utrzymywany przez banki centralne przez trzy dekady, stał się strukturalnie niemożliwy do osiągnięcia. To nie kwestia niekompetencji bankierów, lecz fundamentalna sprzeczność systemu monetarnego, który sam zbudował swoją pułapkę. Każda próba wyprowadzenia inflacji na poziom 2% niszczy finansową architekturę powstałą podczas ekspansji monetarnej. To moment, w którym polityczne planowanie monetarne dochodzi do swojego kresu – system, który nie może spełnić własnych kryteriów sukcesu bez załamania.

Arbitralna kotwica inflacyjna nie pasuje do gospodarki 2025 roku

Dwuprocentowy cel inflacji wymyśliła Nowa Zelandia w 1989 roku, patrząc na stabilne czasy, które były dalekie od naukowej precyzji. Reszta świata przejęła ten dogmat, mimo że gospodarka w 2025 jest inna:

  • Zrobiono z każdej klasy aktywów instrument finansowy,
  • Łańcuchy dostaw są ultrasłabe i rozciągnięte,
  • System długu wymaga ciągłego refinansowania po rekordowo niskich stopach, by uniknąć upadków.

Dwuprocentowa inflacja jest produktem spalonego świata.

Pułapka Cantillona: wzbogacanie nielicznych, karanie wielu

Ekspansja monetarna nie rozkłada się równomiernie – nowe pieniądze trafiają do aktywów finansowych i do tych, którzy mają dostęp do kredytu. Tworzy to dwie gospodarki:

  • Jedną bogatą, która korzysta z inflacji aktywów,
  • Drugą uboższą, naznaczoną wzrostem kosztów życia.

Chcąc obniżyć inflację do 2%, banki centralne muszą zredukować popyt najbiedniejszych, co zniszczyłoby iluzoryczne bogactwo milionów rodzin i funduszy emerytalnych. Lata 2022-2023 pokazały, że takie cięcia kosztują: banki padły, długi suwerenne zbliżały się do kryzysu.

Indeks cen konsumpcyjnych (CPI) nie pokazuje prawdziwych kosztów życia:

  • czynsz równoważny własności to fikcja obniżająca inflację,
  • koszty opieki zdrowotnej, edukacji i opieki nad dziećmi – podwojone lub potrojone – liczą się marginalnie,
  • spadające ceny elektroniki maskują ogólny wzrost cen.

Rodzina płacąca podwójny czynsz i potrojone koszty opieki dowiaduje się, że inflacja wynosi tylko 3%.
Banki walczą o cel oderwany od rzeczywistości, używając narzędzi szkodzących najbardziej potrzebującym.

Imadło długu suwerennego i matematyczna kapitulacja Fed

USA mają 38,12 biliona dolarów długu z rocznym deficytem ok. 1,8 biliona. Dług rośnie ponad bilion rocznie, a Fed doświadcza strat na bilansie, który znacznie przekracza 6 bilionów dolarów.

Fed nie może obniżyć bilansu do poziomu sprzed kryzysu bez wywołania kryzysu płynności. System finansowy jest uzależniony od ciągłej ekspansji pieniądza i „modelu szerokich rezerw”. Próby QT (ilościowego zacieśniania) kończą się kapitulacją i powrotem do luzowania, czekając na deflację lub hiperinflację.

Propozycja dywidendy taryfowej na 2 000 dolarów dla 150 mln Amerykanów pochłania wpływy z taryf, które z kolei generują wyższe ceny, tworząc spiralę popytową, która napędza inflację. To ekonomiczne perpetuum mobile marnotrawstwa: taryfy podnoszą ceny, rząd oddaje pieniądze, które są z powrotem wydawane na droższe towary – inflacyjna kołowrotka nieskończonego wzrostu kosztów.

CYNICZNYM OKIEM: Fed potrzebuje zaostrzenia polityki monetarnej, ale nie może jej przeprowadzić bez katastrofalnych skutków dla rynku długu. Wzrost kosztów obsługi długu jest już astronomiczny, a system monetarny został zbudowany na ciągłej ekspansji.

Cel inflacyjny 2% jest przez to nonsensownym parawanem, za którym kryje się katastrofa systemowa.

Alternatywy i polityczny mat

Opcje są trzy, ale żadna nie jest dobrym wyjściem:

  1. Dać się porwać deflacyjnej depresji z utratą ładu społecznego;
  2. Kontynuować represję finansową z ujemnymi stopami realnymi i konfiskatą bogactwa;
  3. Przeprowadzić autentyczną restrukturyzację systemu stabilności monetarnej – uznać porażkę znanych modeli i zacząć od nowa.

Pierwsza opcja nie do przyjęcia politycznie i społecznie. Druga jest kontynuowana, ale jest podwójnym oszustwem wobec obywateli. Trzecia wymaga odwagi, której elity nie mają.

Unikanie prawdziwych cen i mechanizmów koordynacji gospodarczej do niczego nie prowadzi. Tworzymy system, który nie toleruje prawdziwej stabilności. Każda próba osiągnięcia celu inflacyjnego tworzy zniekształcenia pogłębiające cykle kryzysowe.

Fed nie może normalizować stóp procentowych, bo ciężar zadłużenia uczyniłby je katastrofalnymi – kolejny błędny krąg.

Końcowa faza bankowości centralnej: krach czy przebudowa?

Pytanie nie brzmi, czy porzucić cel 2%, bo już jest porzucony w praktyce (koniec QT, dywidendy taryfowe). Pytanie, czy zostanie zrobione to otwarcie, czy przez powolny kryzys wiarygodności banków centralnych i trwałą inflację powyżej celu.

Decydenci zatopieni są w technokratycznym żargonie i politycznych pozorach, ale system wymaga nieustannej ekspansji pieniężnej, by nie runąć.

To ostatnia faza planowania centralnego: system, który wybrał ścieżkę nie do utrzymania, i pozornie nie ma odwrotu.

CYNICZNYM OKIEM: Dwuprocentowy cel inflacji jest jak próba prowadzenia ciężarówki na lodzie – może działać tylko wskutek przypadkowej chemii, a w systemie finansowym z nadmuchanym długiem działa jak zaproszenie do katastrofy. Organiczny rynek i ceny prawdziwej gospodarki są tu traktowane jak zbędny szum, zamiast kluczowy kompas.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *