W ostatnich latach sztuczna inteligencja zaczęła dominować globalne rynki technologiczne i inwestycyjne z siłą, która przypomina dawne szaleństwo lat 90., gdy internet eksplodował w pierwszą „kroplę” rewolucji cyfrowej. Jednak czy istnieje realne zagrożenie, że dzisiejszy boom AI to kolejna bańka inwestycyjna, która pęknie z ogromnym hukiem, rujnując firmy i rynki? Michael Cembalesta, znany analityk finansowy, przedstawia tę niepokojącą dynamikę jako „krąg finansowania przez dostawców” – zataczającą zamknięte koło między inwestorami, producentami sprzętu i klientami.
Krąg finansowania przez dostawców – jak działa bańka AI?
Opisany przez Cembalestę krąg polega na tym, że kapitał pozyskany przez jedną grupę firm – poprzez emisje akcji, obligacje zamienne i dług – wędruje do innych podmiotów AI inwestujących w infrastrukturę: GPU, centra danych, sieci czy energię. Te inwestycje generują przychody, co pozwala na kolejne rundy pozyskiwania kapitału i jeszcze większe wyceny.
Przytoczone dane robią wrażenie: Nvidia, lider rynku GPU, osiągnął 30 mld USD przychodów w II kwartale 2025 i prognozuje 46,7 mld USD w analogicznym kwartale 2026 roku. To liczby, które wyglądają, jakby były nie do zatrzymania.
W międzyczasie nastąpiło przyspieszenie tworzenia kapitału na dalszych etapach łańcucha wartości. Citigroup prognozuje, że wydatki na infrastrukturę sztucznej inteligencji osiągną około 490 mld dolarów do 2026 r. i aż 2,8 bln dolarów do 2029 r.

Bańka, ale na nowym poziomie
W przeciwieństwie do bańki dot-com z lat 90., podczas której inwestorzy masowo finansowali firmy bez realnych przychodów i klientów, obecne giganty AI mają solidne modele biznesowe. Microsoft, Amazon, Alphabet czy Meta generują setki miliardów dolarów w dochodach i inwestują intensywnie w AI.
Ale problemem pozostaje: czy te kosmiczne inwestycje osiągną spodziewane zwroty na czas, zanim rynek zacznie zdawać sobie sprawę z ograniczeń technologicznych, wąskich gardeł i spowalniających zwrotów inwestycji? Wysoka wycena firm opiera się dziś w dużej mierze na założeniu wykładniczego wzrostu, które może się okazać nierealistyczne.
CYNICZNYM OKIEM: Dostęp do ogromnych funduszy i pozycji rynkowej daje im przewagę, ale historia uczy, że takie bańki kończą się spektakularnymi upadkami. Czy dzisiejszy entuzjazm to początki cyfrowej euforii, którą za dekadę będziemy opłakiwać?
Lekcje z internetu i scenariusz na przyszłość
Internetowa bańka z 1999–2001 to przede wszystkim lekcja o tym, że fascynacja technologią nie zastąpi chłodnej analizy biznesowej realności, a inwestowanie w nadmuchane wartości bez solidnych fundamentów prowadzi zawsze do krachu. Firmy takie jak Cisco, Webvan czy Pets.com upadły mimo świetnych obietnic i kapitalizacji.
Podobnie dzisiaj:
- inwestycje w AI przekraczają setki miliardów dolarów;
- większość firm jeszcze nie jest rentowna;
- 95% projektów pilotowych AI nie przynosi znaczących rezultatów;
- infrastruktura (mocy obliczeniowej i energii) jest rozbudowywana w zastraszającym tempie na poziomie odpowiadającym kilku elektrowniom atomowym.
Psychologia rynku AI jest zbliżona do dot-com: inwestorzy masowo rzucają się na technologie nie chcąc przegapić okazji, a narracje o nieuchronnych rewolucjach napędzają wyceny. Część ekspertów, jak Sam Altman z OpenAI, przyznaje, że rynek AI znajduje się w fazie spekulatywnego „boomu”, który może potrwać dłużej, niż oczekiwano.
Cembalest opisuje to jako „gospodarkę cyrkularną AI”, gdzie dostawcy infrastruktury finansują kluczowych klientów, którzy zamawiają sprzęt z wyprzedzeniem, tworząc efekt sprzężenia zwrotnego. To nadaje całemu rynkowi specyficzną refleksyjność i podatność na pęknięcie bańki, jeśli podaż przewyższy rzeczywisty popyt.
Co dalej? Ostrożność i świadomość
Inwestorzy nie powinni się spieszyć z opiniami o końcu tego cyklu; walka z korektami bywa bardziej kosztowna niż same korekty.
Lepiej skupić się na płynności, dywersyfikacji, analizie fundamentalnej i nie wpadać w pułapkę irracjonalnego entuzjazmu.
Jak wskazuje historia i doświadczenia wcześniejszych boomów technologicznych, bańki często trwają dłużej niż się spodziewamy, ale ostatecznie ich pęknięcie jest nieuniknione.
Dla tych, którzy potrafią odróżnić technologiczną innowację od spekulacji, to ogromna okazja. Dla innych – wyzwanie i ostrzeżenie, by nie dać się zwariować fali hype’u.
Technologia zmienia świat – ale jak długo można nadmuchiwać bańkę, zanim nadejdzie pęknięcie? Tego nie wie nikt, ale historia uczy, że trzeba być gotowym na oba scenariusze.


