Singapur, Sydney, Shenzhen – na tych mapach drobnych inwestorów widać dziś to samo zjawisko: tłumy w kolejkach po fizyczne złoto. Mimo że cena kruszcu zanurkowała w piątek do rekordowo niskich poziomów w tym roku, Azja nie panikuje. Przeciwnie – kupuje spadki.
W siedzibie United Overseas Banku, jedynego singapurskiego banku sprzedającego złoto detalicznie, emerytka Ng Beng Choo czekała od rana. „Przyszłam, bo cena spadła” – mówi, trzymając w dłoni bilet z numerem kolejki. Kilka godzin później bilety się skończyły. „Z powodu ogromnego zainteresowania, wszystkie numery wydano” – głosi kartka na drzwiach banku.

Najbardziej szalony miesiąc w historii
Tydzień, który rozpoczął się gwałtowną przeceną na rynku metali szlachetnych, kończy się czymś w rodzaju społeczno‑ekonomicznego eksperymentu. Złoto, które w poniedziałek spadło chwilowo do 4 400 USD za uncję – po „technicznej” wyprzedaży z piątku – zaczęło odbijać, napędzane przez tysiące azjatyckich kupujących.
„W mojej karierze to najdzikszy tydzień, jaki widziałem” – przyznał Dominik Sperzel, szef handlu w Heraeus Precious Metals. W notatkach maklerskich krążyły wówczas trzy słowa: parabolicznie, histerycznie, niehandlowalnie. Strateg Nicky Shiels z MKS PAMP napisała wprost, że styczeń 2026 przejdzie do historii jako „najbardziej zmienny miesiąc dla metali szlachetnych”.
Jednocześnie eksperci zgodni są co do jednego: fundamenty nie uległy zmianie. Za spadkami stała raczej panika i zbyt duże pozycje lewarowane, a nie rewolucja w globalnej gospodarce. „Rynek był zwyczajnie przepełniony” – zauważa Robert Gottlieb, były trader złota w JPMorgan. „A po takiej przecenie wszyscy są zbyt ostrożni, by sprzedawać tanio.”
CYNICZNYM OKIEM: W świecie kryptowalut mówi się o „to the moon”, w złocie raczej „to the queue”.
Chiński Nowy Rok i psychologia złota
Chiński indeks złota, choć spadał, nadal notował premię względem cen międzynarodowych. W Shenzhen – stolicy jubilerskiego handlu – tysiące ludzi szturmowały bazary, kupując sztabki i bransoletki w przeddzień Nowego Roku Księżycowego.

„Połączenie dużej zmienności i sezonu świątecznego sprawia, że inwestorzy redukują ryzyko, a drobni kupujący zwiększają zakupy” – tłumaczy analityk Zijie Wu z Jinrui Futures. Bo chińska tradycja jest odporna na wahania rynku: kiedy metal tanieje, ludzie zaufania nie tracą – tylko dokupują.
W centrum Sydney kolejka do sklepu ABC Bullion ciągnęła się aż na ulicę. 20‑letni Alex, jeden z oczekujących, wyznał reporterom Bloomberga: „Straciłem dużo w piątek, ale jutro jest nowy dzień.”
W Tajlandii zjawisko ma inny charakter – tam złoto jest częścią codziennego majątku, nie spekulacji. „Ludzie nie sprzedają, tylko trzymają. Nadal mamy trend zakupowy” – mówi Thanapisal Koohapremkit, szef Globlex Securities. Złoto w formie biżuterii i sztabek traktowane jest jako oszczędność pokoleniowa, nie towar inwestycyjny.
W efekcie w całym regionie sprzedaż fizycznego kruszcu przypomina powrót do przeszłości: banknoty są nic niewarte, akcje niestabilne, a złoto – realne.
Fundamenty, które nie znikły
Na poziomie globalnym analitycy nie widzą powodów, by fala przecen miała trwać. Deutsche Bank, w nocie z poniedziałku, podtrzymał prognozę ceny złota na 6 000 USD za uncję. „Rynkowa korekta wyraźnie przeszacowała wpływ swoich rzekomych katalizatorów. Zasadnicze czynniki pozostają pozytywne” – napisali analitycy banku, wskazując trzy powody, dla których trend wzrostowy przetrwa:
- inwestorzy – zarówno oficjalni, jak prywatni – nie zmienili motywacji do posiadania kruszcu;
- tzw. debasement trade (ucieczka od walut i obligacji) nadal trwa;
- rosnące znaczenie Chin w obrocie i inwestycjach w metale szlachetne utrzymuje presję popytową.
Ciągle aktualna pozostaje również polityczna nieprzewidywalność Trumpa, która – podobnie jak w jego pierwszej kadencji – zwiększa globalne zapotrzebowanie na bezpieczne aktywa.
CYNICZNYM OKIEM: W Białym Domu rezyduje czynnik ryzyka, który skuteczniej od Fedu napędza kurs złota.
W Singapurze wszystkie produkty MKS PAMP – jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek rafinerii – wyprzedały się przed południem. Ci, którzy przyszli później, odchodzili z kwitkiem.
Nad wejściem widniał prosty komunikat: „Brak biletów do kolejki. Dziękujemy za cierpliwość.”
Zachowanie klientów najlepiej opisuje nastroje regionu: azjatyccy inwestorzy nie grają na spadki. W czasach szumu i zmienności wybierają metal, który się nie loguje i nie resetuje.
Wschód znów ratuje złoto – nie z chciwości, lecz z instynktu. W kulturach, gdzie przetrwanie bywa ważniejsze niż zysk, „kupowanie dołka” oznacza coś prostszego: kupowanie spokoju.


