W świecie technologicznych obietnic często trafiamy na produkty, które kuszą nas wizją futurystycznej wygody – jednym z nich jest robot domowy Neo wyceniany na bagatela 20 000 dolarów, o którym niedawno pisaliśmy. Twórca kanału penguinz0 wziął na warsztat tę głośną nowinkę, rozkładając ją na czynniki pierwsze i odsłaniając iluzję, jaką sprzedaje producent. To nie kolejna rewolucja, jaką mają nam sprzedać, ale raczej kolejna sprzedaż produktu, który jest znacznie bardziej ograniczony, niż się nam przedstawia.

Robot domowy Neo – technologiczne marzenie czy smakowita iluzja?
„Jakiś czas temu mówiłem o robocie Neo, który był jak technologia z serialu Jetsonowie – zaawansowana, ale wciąż niedostępna.”
To był robot, o którym producenci marzyli, ale dzisiaj?
„10 miesięcy później Neo jest już dostępne i kosztuje 20 000 dolarów.”
Brzmi imponująco, lecz to dopiero początek rozczarowań.
Robot ma wzrost 5’6″ i wagę 66 funtów, chodzi na dwóch nogach, ma 10 palców i zdolność do pracy na baterii przez 4 godziny, po czym sam się ładuje. Wygląda niemal ludzko, z jednak… z maską jak horrorowy Jason Vorhees.
Na papierze – spełnienie marzeń: „Może złożyć pranie, umyć naczynia, podlać rośliny, odkurzyć.”
Ale jak się okazuje, to wszystko wymaga zdalnego sterowania.
Zdalne sterowanie – prawda o „autonomii”
Jeden z najbardziej rzeczowych filmów recenzenckich, autorstwa Joanny Stern, ujawnia smutną prawdę:
„100% czynności pokazywanych na filmach z robotem było kontrolowanych w trybie zdalnym przez operatora z zestawem VR w innym pomieszczeniu.”
Robot nie myśli sam, nie podejmuje decyzji, a jedynie jest przedłużeniem ludzkiej ręki.
„To tak, jakbyś miał swojego cyfrowego kamerdynera – ale za 20 000 dolarów!”
Pomimo ceny i ograniczeń technologicznych, producent chce znaleźć klientów – głównie wśród osób starszych i niepełnosprawnych, dla których robot ma być pomocą w codziennych czynnościach.
Jednak 20 000 dolarów to dla nich często cena zbyt wysoka, a produkt w stanie „beta”, czyli testowym, wymaga regularnych aktualizacji i akceptacji inwazji na prywatność – operator może kontrolować robota i podsłuchiwać otoczenie.
„Będziesz króliczkiem doświadczalnym za 20 tys. zielonych dolarów.”
Producent pokazuje nam wizję przyszłości, ale produkt obecny jest cieniem tych marzeń.
„Sprzedają ideę robota, który jest idealny i autonomiczny, podczas gdy rzeczywistość to długa droga do funkcjonalnej samodzielności.”
Twórca zgryźliwie zauważa:
„Płacisz za stal, która stoi i biega powoli próbując zrobić zmywanie, jak Hugh Jackman próbujący czyścić toaletę, z robotem u boku.”
Prywatność i cena bycia beta-testerem
Kupując Neo, zgadzasz się na to, że firma będzie miała dostęp do twojego domu i życia codziennego. Kamery i mikrofony w robocie to wejście w prywatność, które nie każdemu przypadnie do gustu.
„Wyobraź sobie, że ktoś obcy może patrzeć przez twojego robota – czy to naprawdę jest przyszłość, w którą chcesz inwestować?”
Czy warto kupić Neo?
Obecny obraz technologii i ceny stawia poważne pytania:
- Czy masz 20 000 dolarów na inwestycję, która wymaga jeszcze lat dopracowywania, testów i poświęcenia prywatności?
- Czy jesteś gotów być człowiekiem-operator-strojem dla przedsprzedażowego robota?
- Czy nie lepiej poczekać na prawdziwy przełom niż przepłacać dziś za prototyp?
CYNICZNYM OKIEM: Robot Neo za 20 000 dolarów to produkt, który wygląda na marvelowską przyszłość, ale dziś jest bardziej teleoperowanym gadżetem niż autonomicznym członkiem rodziny.
Autor kanału penguinz0 z gorzkim humorem i szczerym cynizmem naświetla szlachetne marzenia zderzone z rzeczywistością bezlitosnego rynku i rozbuchanej marketingowej fikcji.
Na koniec przypomina:
„Lepiej nie dać się zwieść modzie na drogą technologię, bo może skończyć się tym, że będziesz płacić za bajkę, a w domu dalej będziesz sprzątać sam.”
I to chyba najlepsza rada, jeśli nie chcesz trafić na przysłowiowe „20 000 dolarów w błoto”.


