Głos z pierwszej linii frontu paliwowego brzmi alarmująco. Specjalista ds. wyceny i handlu u jednego z australijskich importerów paliw opisuje sytuację, której skala powinna pozbawić snu każdego australijskiego polityka. Australia importuje dziś 90 procent swojego paliwa, głównie z Azji, a jej rezerwy wystarczają na zaledwie 32 dni – przy międzynarodowym standardzie wynoszącym 90 dni. I nie jest to wina jednej partii – zarówno Partia Pracy, jak i Koalicja Liberałów przez lata ignorowały problem.
Pytanie, które stawia autor, jest tak proste, jak brutalne: dlaczego w Australii nie wprowadzono jeszcze racjonowania paliwa? Ostatnie dwa tygodnie na froncie handlowym i dostawczym to, jak sam przyznaje, był „obłęd”. A najgorsze może dopiero nadejść.

Nie każda ropa jest taka sama
Tu zaczyna się część, którą większość komentatorów pomija. Azjatyckie rafinerie są przystosowane do rafinacji średniej kwaśnej ropy, produkowanej głównie na Bliskim Wschodzie. Zastąpienie tego surowca w krótkim czasie jest niezwykle trudne. Dlatego nie ma znaczenia, ile baryłek uwolnią USA ze swoich strategicznych rezerw – to lekka słodka ropa, a koszty jej frachtu morskiego do Azji są zaporowe.
Konsekwencje są już odczuwalne. Azjatyccy rafinerzy zaczęli anulować kontrakty. Rządy Tajlandii i Chin zakazują eksportu diesla i benzyny, aby zachować krytyczne paliwa na własne potrzeby. Pozyskanie alternatywnych ładunków dla Australii stało się drastycznie drogie.
Z najlepszych analiz branżowych wynika, że nawet jeśli Cieśnina Hormuz zostanie otwarta, minie od półtora do dwóch miesięcy, zanim azjatyckie rafinerie znów zaczną pracować z pełną wydajnością. Australia nie posiada zapasów paliwa, które wystarczyłyby na tak długo, nawet przy racjonowaniu.
Jest jeszcze jeden techniczny szczegół, o którym mało kto wie. Rafinerii nie można po prostu wyłączyć – te urządzenia są zaprojektowane do pracy całodobowej. Całkowite wyłączenie naraża sprzęt na poważne ryzyko uszkodzenia, dlatego rafinerzy wolą pracować na przykład na 50 procent wydajności, aby opóźnić moment wyczerpania surowca i nie zniszczyć instalacji.
CYNICZNYM OKIEM: Australia zamknęła własne rafinerie, bo azjatyckie były tańsze. Teraz azjatyckie rafinerie nie mają surowca, a Australia nie ma rafinerii. Podręcznikowy przykład oszczędności, które kosztują fortunę.
Regionalna Australia na krawędzi
Skala problemu jest różna w zależności od lokalizacji, a najgorzej mają regiony. Wszystkie koncerny naftowe – Mobil, BP, Ampol – trzymają się swoich produktów, aby zaopatrywać własne stacje detaliczne, i przestały sprzedawać na rynku hurtowym. Lata temu wielkie firmy w dużej mierze wycofały się z regionalnej Australii i usług dostaw do gospodarstw rolnych. Tę lukę wypełniły niezależne firmy hurtowe, które kupują paliwo na rynku spotowym – bez gwarancji terminowych dostaw.
Regionalna Australia opiera się na dieslu – rolnictwo, transport żywności, przemysł wydobywczy. Kluczowy sektor mining w całości zależy od tego paliwa. Autor nie owija w bawełnę: „Jeśli ta sytuacja nie zostanie pilnie rozwiązana, wkrótce będziemy chodzącymi trupami”.
Kiedy minister energii Chris Bowen mówi, że pracuje z koncernami nad zabezpieczeniem diesla priorytetowo dla społeczności regionalnych, autor reaguje ze zrozumiałym sceptycyzmem. „Nie mam pojęcia, jak rząd zamierza to praktycznie zrealizować. Brzmi to ładnie w przemówieniu, ale realia są inne”.
Ceny rosną, a podaż nie nadąża
Podczas gdy cena ropy Brent wzrosła o około 40 procent, produkty rafinowane – diesel, benzyna i paliwo lotnicze – podrożały relatywnie znacznie mocniej z powodu regionalnych problemów z podażą w Azji. Cena paliwa w Australii to w przybliżeniu cena w Singapurze plus fracht morski plus koszty lokalne – nie można więc po prostu przeliczyć wzrostu ceny Brent na cenę na stacji.
Olej napędowy boryka się z gorszymi ograniczeniami podaży niż benzyna, a paliwo lotnicze ma się jeszcze gorzej.
CYNICZNYM OKIEM: Tymczasem świat siedzi z założonymi rękami, patrząc i odmawiając działania. Ale przynajmniej politycy mogą powiedzieć, że sytuacja jest pod kontrolą – dopóki nie trzeba będzie zatankować.
W handlu towarami istnieje powiedzenie: „wysokie ceny leczą wysokie ceny, a niskie ceny leczą niskie ceny”. Problem w tym, że w obecnej sytuacji podaż nie może wzrosnąć, więc jedyną dźwignią jest ograniczenie popytu. Jeśli rządy będą sztucznie utrzymywać niskie ceny, popyt nie spadnie, nowa podaż nie dotrze, i ostatecznie paliwo po prostu się skończy. Całkowity brak paliwa jest prawdopodobnie gorszy niż posiadanie drogiego paliwa, które przynajmniej eliminuje elastyczny popyt. Dla Australii zegar tyka – i wskazuje na 32 dni.



