Argentyna wchodziła w nową epokę z bagażem, który trudno nazwać inaczej niż katastrofą. Lata peronizmu oraz rządy Alberto Fernándeza pozostawiły państwo na trajektorii prowadzącej ku hiperinflacji, wielowalutowemu chaosowi i narastającej biedzie. W momencie zmiany władzy miesięczna inflacja wynosiła 25,5%, a skala degradacji instytucji finansowych i polityki pieniężnej była tak głęboka, że bank centralny miał ujemne rezerwy netto przekraczające 15 mld.
W tym samym czasie oficjalny poziom ubóstwa przekraczał 41,7%, a spuścizna społeczna była druzgocąca: niemal 19 mln osób żyło w biedzie, w tym 4,3 mln w skrajnym ubóstwie. Obraz dopełniały restrykcyjne kontrole kapitału, mnożenie kursów wymiany i system, w którym inflacja nie była wypadkiem przy pracy, lecz paliwem dla bieżącej polityki. Bogaty kraj ubożał w tempie alarmującym i błyskawicznym.

Autor poleca: Argentyna uruchamia „Porozumienia Izaaka” – Izrael rozszerza wpływy
Inflacja: od globalnej czołówki do poziomów sprzed lat
Władza została przejęta z jasno postawionymi celami, bez miejsca na negocjacje: nadwyżka fiskalna, zduszenie inflacji i przywrócenie wzrostu. Po dwóch latach kluczowy wskaźnik, który wcześniej wyznaczał rytm codziennej nędzy, zaczął wyglądać jak dowód skuteczności: inflacja spadła z 25,5% miesięcznie w grudniu 2023 r. do około 2,3% miesięcznie w październiku, czyli do najniższego poziomu od 2018 r., a prognozy wskazują na dalszy spadek w 2026 r.
Równolegle budżet państwa przeszedł zmianę, której przez lata nie dało się politycznie „sprzedać”: z trwałego, niebezpiecznego deficytu do nadwyżki po raz pierwszy od 14 lat. Osiągnięto to poprzez cięcia wydatków uznanych za zbędne, likwidację części resortów, eliminację agencji określanych jako bezużyteczne, redukcję subsydiów oraz ograniczenie dziesiątek tysięcy rozrośniętych etatów sektora publicznego z końcówki poprzedniej administracji, przy deklarowanym braku uderzenia w usługi niezbędne.
Ubóstwo i dzieci: twarda miara zmiany
Najbardziej wrażliwym testem każdej reformy jest to, co dzieje się na dole drabiny społecznej, bo tam ideologia najszybciej przegrywa z rachunkiem w sklepie. W tym ujęciu dane są szczególnie mocne: według UNICEF około 1,7 mln dzieci zostało w ciągu dwóch lat wyprowadzonych z ubóstwa. Szacunki UCA mówią o spadku ubóstwa o niemal 20 pkt proc. względem szczytów kryzysu i o zejściu do przedziału 31%–36%, czyli do najniższego poziomu od sześciu lat.
Istotny jest też mniej wygodny szczegół: wskazuje się, że „realny” poziom ubóstwa odziedziczony po poprzedniej władzy mógł być wyższy niż oficjalne 41,7%, gdyby w pełni skorygować kurs walutowy. Niezależnie od tej różnicy metodologicznej, sedno pozostaje bezsporne: gdy inflacja jest uderzana u źródła, rośnie siła nabywcza grup najbardziej wrażliwych, a bieda przestaje się rozlewać jak olej po rozgrzanej patelni.
Wzrost gospodarczy: odbicie bez kroplówki z wydatków publicznych
Argentyna nie startowała z poziomu stabilizacji, lecz z recesji. PKB spadł o 1,6% w 2023 r., a tendencja spadkowa była widoczna już wcześniej, z odnotowanym spadkiem o 2,2% kwartał do kwartału (po korekcie sezonowej) w IV kwartale 2022 r. Potem PKB obniżył się o 1,3% w 2024 r., by następnie wzrosnąć o 5,2% w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r.
W ujęciu narracyjnym to nie jest tylko „odbicie”. Podkreśla się, że wzrost w 2025 r. nie ma być efektem sztucznego dopalania wydatkami publicznymi, lecz powrotem gospodarki na zdrowszą ścieżkę. Wskazuje się również prognozę MFW: około 4,5% wzrostu w 2025 r., a na 2026 r. projekcje rzędu 3%–4%, z łącznym przyrostem blisko 8 pkt proc. w latach 2025–2026.
Na tym tle pada szczególnie kąśliwa obserwacja: mimo skoków wydatków publicznych i deficytów w przeszłości, potwierdzenie spadku PKB w 2023 r. oznaczało, że gospodarka była w praktyce na poziomie zbliżonym do 2011 r.
Rynek pracy: mniej politycznych etatów, więcej prywatnych miejsc pracy
Cięcia oszczędnościowe miały jeden efekt, którego nie da się ukryć w tabelach: mocne ograniczenie zatrudnienia w sektorze publicznym, wcześniej rozdmuchanego i finansowanego długiem oraz inflacją.
Dane wskazują, że w ciągu dwóch lat łączne zatrudnienie wzrosło o 330 000 miejsc pracy, przy czym szczególnie istotna jest zmiana struktury: zatrudnienie w sektorze publicznym spadło o 370 000 stanowisk określanych jako zbędne politycznie, a sektor prywatny wzrósł dynamicznie. Wskazuje się też utworzenie ponad 650 000 nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym.
Cel rządu jest opisany jasno: formalne zatrudnienie prywatne ma rosnąć wraz z umacnianiem odbicia PKB, a przy utrzymaniu reform scenariusze zakładają bezrobocie na poziomie około 6,5% w 2026 r. To w praktyce oznacza próbę przejścia od modelu, w którym państwo jest pracodawcą ostatniej instancji, do modelu, w którym ma nim być gospodarka.
Dług: hamowanie dynamiki, która mogła eksplodować
W końcówce 2023 r. dług publiczny osiągnął bardzo wysokie poziomy, a później – w ujęciu netto – miał spaść znacząco. Wskazuje się, że ciężar długu dla gospodarki obniżył się o dziesiątki miliardów, zarówno w wartościach bezwzględnych, jak i jako udział w PKB, a odziedziczona „eksplozywna” dynamika została zatrzymana. Kluczowy wskaźnik relacji długu do PKB miał spaść z poziomów powyżej 100% w latach 2020–2023, z maksimum 155%, do 70% w III kwartale 2025 r.
W tle pojawia się jeszcze jeden wątek: „dziura” ukryta w banku centralnym. Podjęto decyzję o przeniesieniu długu banku centralnego do Skarbu Państwa, „tak jak powinno być”, oraz wskazano, że w dwa lata łączny dług zanotował spadek netto o 48,5 mld.
W tym kontekście wymienia się rolę ministra Luisa Caputo oraz prezesa banku centralnego Santiago Bausili w rozbrajaniu zagrożeń, które miałyby wybuchnąć w twarz kolejnym rządom, a także działania Diego Santilliego związane z bezpieczeństwem i „spokojem” obywateli w obliczu gróźb sabotażu oraz Manuela Adorniego w demontażu propagandy i dezinformacji.
Nadwyżka fiskalna: mniej dla wszystkich, więcej dla potrzebujących
Mechanizm osiągnięcia nadwyżki opisano bez eufemizmów: cięcie wydatków, redukcja ciężaru nieefektywnych subsydiów, zahamowanie wzrostu zatrudnienia publicznego i priorytetyzacja niezbędnych programów społecznych.
W tej logice mieści się zasada, która ma brzmieć brutalnie, ale skutecznie: mniej subsydiów dla wszystkich i więcej pomocy dla tych, którzy naprawdę jej potrzebują. Jeżeli taki układ działa, pozwala jednocześnie redukować dług, kontrolować wydatki i celować wsparcie w grupy wymagające ochrony.
Drugim filarem zmian jest deregulacja, przedstawiana jako usunięcie państwowej presji z rynku. W ramach DNU 70/2023 oraz Ley Bases zniesiono setki regulacji dotyczących rynków dóbr, usług, najmu, handlu zagranicznego i przedsiębiorstw publicznych, a proces miał być prowadzony przez resort deregulacji kierowany przez Federico Sturzeneggera.
Wskazuje się, że likwidacja kontroli cen, redukcja ceł oraz otwieranie sektorów, takich jak transport lotniczy i nieruchomości, przełożyły się na większą różnorodność produktów i lepsze ceny dla konsumentów.
W tej narracji pojawia się też zdanie, które brzmi jak program w jednym wersie: gospodarka oddycha, kiedy pozwala się jej oddychać.
Inwestycje i pewność prawa: próba przyciągnięcia kapitału
Po stabilizacji makro i deregulacji ma nadejść etap inwestycji, które wymagają ograniczenia niepewności prawnej przypisywanej poprzedniemu modelowi. Program RIGI, zaprojektowany do przyciągania dużych inwestycji powyżej 100 mln, oferuje stabilność regulacyjną i pewność prawną, a zapowiedziane projekty mają przekraczać 31 mld, szczególnie w górnictwie i energetyce.
Wprost pada też apel, by firmy hiszpańskie inwestowały w „Argentynie wolności”, bo w przeciwnym razie przegapią okres trwającego boomu.
Makroekonomiczne wyniki mają znajdować odzwierciedlenie w nastrojach społecznych. W wyborach środka kadencji ugrupowanie La Libertad Avanza uzyskało około 41% głosów wobec 32% peronistów. Podkreśla się, że to pierwszy raz od 1989 r., kiedy peronizm przestał być największą mniejszością w Kongresie, co ma umożliwiać przyspieszenie reform strukturalnych.
To nie cud, nie eksperyment, lecz wdrożenie logiki ekonomicznej i bezwarunkowej obrony wolności, wraz z odrzuceniem „gradualizmu” jako wygodnej wymówki.


