Antarktyda od dekad pozostaje kontynentem, o którym mówi się nam, że nie ma powodów do niepokoju. Eksperci regularnie zapewniają, że lodowy ląd na końcu świata jest dokładnie tym, czym się wydaje – pustkowiem pokrytym lodem. Problem w tym, że sprawdzenie tego na własną rękę jest praktycznie niemożliwe – na kontynencie istnieją 72 obszary, do których wstęp mają wyłącznie osoby ze specjalnym zezwoleniem. A kiedy 19-letni amerykański pilot Ethan Guo spróbował polecieć tam bez autoryzacji, natychmiast go aresztowano. Skąd więc ta cała tajemnica?
Jedną z rzeczy, do których naukowcy oficjalnie się przyznają, jest fakt, że Antarktyda leży bezpośrednio nad najsilniejszą anomalią grawitacyjną na całej planecie – zjawiskiem potocznie nazywanym „dziurą grawitacyjną”.
Tomografia komputerowa wnętrza Ziemi
Z kosmosu nasza planeta może wyglądać jak gładka niebieska kula, ale lepiej wyobrazić ją sobie jako nieco sękatą pomarańczę – twardą w jednych miejscach, miękką w innych. Ponieważ Ziemia nie jest idealną sferą, a gęstość jej wnętrza zmienia się na całym globie, przyciąganie grawitacyjne różni się w zależności od lokalizacji. Tam, gdzie w podłożu geologicznym jest mniej masy, grawitacja jest słabsza – i na odwrót.
Największa taka anomalia obejmuje ponad 3 miliony kilometrów kwadratowych na środku Oceanu Indyjskiego. Ale najsilniejsza ze wszystkich znajduje się pod Antarktydą.
Zespół badaczy z Instytutu Fizyki Globu w Paryżu – Alessandro Forte i dr Petar Glišović – zmapował antarktyczną dziurę grawitacyjną w badaniu opublikowanym w Scientific Reports. Wykorzystali kombinację globalnych nagrań trzęsień ziemi z modelowaniem fizycznym, aby zrekonstruować trójwymiarową strukturę istniejącą pod kontynentem.
„Wyobraźcie sobie wykonanie tomografii komputerowej całej Ziemi, ale nie mamy promieni rentgenowskich, jak w gabinecie lekarskim. Mamy trzęsienia ziemi. Fale sejsmiczne dostarczają światła, które oświetla wnętrze planety” – wyjaśnił Forte.
Oficjalna narracja brzmi uspokajająco. Naukowcy twierdzą, że anomalia sięga dziesiątek milionów lat wstecz, a złożone interakcje między gęstością skał, przyciąganiem grawitacyjnym i poziomem morza pomagają zrozumieć ewolucję pokryw lodowych i ich wpływ na klimat. Brzmi solidnie, profesjonalnie i – trzeba przyznać – zadziwiająco nudno jak na odkrycie gigantycznej anomalii pod całym kontynentem.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy naukowcy tłumaczą coś fascynującego tak, żeby brzmiało jak instrukcja obsługi pralki, warto się zastanowić, czy przypadkiem nie chcą, żebyś przestał pytać.
72 zamknięte obszary i piramida w lodzie
System ochrony Antarktydy jest imponujący w swojej szczelności. Szczególnie Chronione Obszary Antarktyki – w skrócie ASPA – zostały ustanowione w 1961 roku w ramach Traktatu Antarktycznego, który zarządza wszystkimi lądami i wodami na południe od 60 stopnia szerokości geograficznej. Do wejścia na jakikolwiek teren ASPA wymagane jest zezwolenie, a miejsca te chronione są przez czternaście państw, w tym Polskę.
Turyści mogą odwiedzać Antarktydę, ale muszą ściśle przestrzegać zasad i nie wolno im oddalać się od bardzo ograniczonych stref. Kiedy wspomniany Ethan Guo – nastoletni pilot próbujący samotnie oblecieć siedem kontynentów – zmienił plan lotu bez zgody chilijskich władz i wylądował na Antarktydzie, prokuratorzy zarzucili mu złamanie „licznych przepisów krajowych i międzynarodowych”.
Prawnik Guo stwierdził jedynie, że młody pilot doświadczył „komplikacji” podczas lotu. Chilijskie władze nie podzielały tego eufemizmu.
Wśród niedostępnych dla turystów obszarów znajduje się między innymi miejsce, które od lat rozpala internetową wyobraźnię – góra o uderzająco piramidalnym kształcie, osiągająca około 4150 stóp wysokości, położona w południowej części Gór Ellswortha. Formacja posiada cztery strome ściany – cechę rzadko spotykaną wśród naturalnych szczytów – i z lotu ptaka wygląda jak starożytna egipska piramida.

Pasmo zostało po raz pierwszy dostrzeżone przez amerykańskiego lotnika Lincolna Ellswortha w 1935 roku. Oficjalna wersja mówi, że kształt jest wyłącznie produktem powolnej i nieubłaganej erozji natury, nie dziełem ludzkich rąk ani pozaziemskich architektów. Struktura stała się internetowym hitem w 2016 roku i od tego czasu regularnie powraca w dyskusjach.
CYNICZNYM OKIEM: Natura przypadkiem rzeźbi idealną czterościenną piramidę na kontynencie, na który nie możesz pojechać bez zaproszenia. Oczywiście nic podejrzanego – po prostu erozja z dyplomem z geometrii.
Ognisty pierścień nad lodowym pustkowiem
Antarktyda zafundowała niedawno również spektakl astronomiczny. We wtorek nad kontynentem widoczne było obrączkowe zaćmienie Słońca – zjawisko znane jako „pierścień ognia”. Nastąpiło ono, gdy tarcza Księżyca wsunęła się między Słońce a Ziemię podczas fazy nowiu, a Księżyc znajdował się w odległym punkcie swojej eliptycznej orbity, przez co wydawał się mniejszy niż zwykle i nie zdołał zakryć całej tarczy słonecznej. Rezultatem był świetlisty pierścień otaczający ciemną sylwetkę naturalnego satelity.
Zaćmienie rozpoczęło się o 4:56 rano czasu EST. Niewiele osób mogło je zobaczyć na własne oczy – Antarktyda nie jest miejscem, do którego wyrusza się na spontaniczną wycieczkę obserwacyjną.
Rok 2026 zapowiada się jednak bogato pod względem zjawisk astronomicznych. W przyszłym miesiącu nastąpi zaćmienie krwawego Księżyca, a w kolejnym nad niebem może pojawić się ogromna kometa – potencjalnie widoczna gołym okiem nawet w ciągu dnia, gdy przeleci bardzo blisko Słońca.
Antarktyda pozostaje kontynentem pytań bez odpowiedzi – od gigantycznej anomalii grawitacyjnej, przez zamknięte strefy i piramidalne formacje, po astronomiczne widowiska obserwowane przez garstkę uprzywilejowanych. Być może za tą tajemniczością kryje się jedynie rutynowa ochrona środowiska i nudna geofizyka. A być może – jak podejrzewa rosnąca rzesza sceptyków – nie powiedziano nam jeszcze wszystkiego.



