Anarcho-tyrania po brytyjsku – państwo ściga słowa, a ignoruje zbrodnie

Gdy sprawcami są biali, system reaguje szybko i represyjnie

Adrian Kosta
6 min czytania
groominggangs UK policja anarcho tyrania ofiary

Wielka Brytania ma długą tradycję instytucjonalnej powściągliwości. Urzędnicy nie krzyczą, policja zachowuje spokój, sędziowie mówią bez emocji. To kulturowe opanowanie bywa mylone z kompetencją. Panel w Prosperity Institute, poświęcony skandalowi gangów groomingowych, obnażył jednak inną prawdę – że ta sama instytucjonalna zimna krew, która wygląda jak profesjonalizm, potrafi przez dekady służyć za przykrywkę dla systematycznego zaniechania.

Fiona Goddard – ofiara groomingu, która zabrała głos podczas panelu – mówiła ze spokojną precyzją, która robiła większe wrażenie niż jakikolwiek wybuch emocji. Opisała, jak po ujawnieniu swojej historii policji, informacje, które przekazała w zaufaniu, zostały zwrócone członkom gangu – narażając ją ponownie na niebezpieczeństwo. Instytucja powołana do jej ochrony stała się narzędziem jej dalszej wiktymizacji. Goddard ujawniła też coś, o czym media wolą nie pisać wprost – mężczyźni, którzy ją wykorzystywali, powiedzieli jej otwarcie, że brali ją na cel właśnie dlatego, że była biała.

CYNICZNYM OKIEM: Przez lata brytyjskie władze były zbyt zajęte zarządzaniem narracją, by zarządzać bezpieczeństwem. To kosztowne hobby, które opłacały dziewczynki z klasy robotniczej.

Kogo słucha państwo, a kogo nie?

Goddard szczegółowo opisała, jak jej roszczenia były poddawane nadzwyczajnej kontroli – przesłuchało ją dziesięciu adwokatów, zanim jej historię potraktowano poważnie. To zderzenie z epoką #MeToo, gdy zarzuty o nękanie bywały traktowane jako niewymagające dowodów, jest uderzające. Mężczyźni wpisani na listę „Shitty Media Men” – „Gównianych Mężczyzn z Mediów” – byli publicznie niszczeni bez rzetelnego procesu, podczas gdy ofiary gangów groomingowych musiały przejść przez wielogodzinne przesłuchania, by w ogóle zostać wysłuchanymi.

Ta dysproporcja nie jest przypadkowa. Wskazuje na mechanizm selekcji – system decyduje, które ofiary zasługują na natychmiastową wiarę, a które muszą to prawo udowodnić. Klucz do tej selekcji nie jest sprawiedliwy i nie jest ślepy – jest głęboko ideologiczny.

Leila Cunningham, prokurator i polityk partii Reform, identyfikująca się jako muzułmanka, była na panelu najbardziej bezpośrednia. Nazwała to, co się wydarzyło, policyjnym tchórzostwem – instytucje nie działały nie dlatego, że nie wiedziały, lecz dlatego, że bały się oskarżenia o rasizm. „Władze lokalne wiedziały o tym, co się dzieje, od lat, a mimo to wybrały bezczynność” – stwierdziła. Nie błąd, nie biurokratyczne opóźnienie – celowe tuszowanie.

Cunningham wyartykułowała też coś, o czym politycy rzadko mówią wprost – asymetrię brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości. Gdy sprawcami są biali, system reaguje szybko i represyjnie. Gdy sprawcy wykraczają poza tę kategorię, staje się wahający i wymijający. I nie jest to sprawiedliwość, to ideologia maskująca się jako zasada. Wskazała też klasowy wymiar całego skandalu – ofiarami były w przeważającej mierze dziewczęta z klasy robotniczej, których brak wpływów sprawił, że łatwo było je zignorować urzędnikom zainteresowanym przede wszystkim własną karierą i spokojem.

Lord Maurice Glassman z Partii Pracy dodał do tej diagnozy wymiar filozoficzny – wielokulturowość jako ideologia dzieląca społeczeństwo na rywalizujące grupy tożsamościowe osłabiła wspólne zobowiązania moralne. Bez wspólnej moralności nie ma solidarności, a bez solidarności bezbronni pozostają bez ochrony.

Państwo, które karze słowa, tolerując czyny

Podczas sesji pytań mężczyzna pakistańskiego pochodzenia publicznie skrytykował media za wieloletnią odmowę uczciwego opisywania pochodzenia etnicznego sprawców. Oskarżył dziennikarzy o celowe zarządzanie narracją – uczynienie z mówienia prawdy wykroczenia podlegającego karze. To gorzka ironia: człowiek z grupy etnicznej, do której należeli sprawcy, mówił wprost o tym, o czym biała klasa dziennikarska milczała z powodów, które nazywała empatią, a które bliższe były kalkulacji.

Ten wzorzec ma swoją nazwę – anarcho-tyrania – termin ukuty przez nieżyjącego już teoretyka polityki Sama Francisa. System, w którym państwo wycofuje się z egzekwowania podstawowego prawa i porządku tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne, jednocześnie rozszerzając władzę nad myślami, mową i zachowaniami symbolicznymi. Policja niezdolna lub niechętna do ochrony bezbronnych dziewcząt, a jednocześnie wykazująca niezwykłą gorliwość w karaniu tych, którzy sprzeciwiają się zatwierdzonym narracjom.

Przykłady nie są abstrakcyjne. Sam Melia siedzi w brytyjskim więzieniu za rozklejanie naklejek z napisem „Bycie białym jest okej”. Bloger Pete North został podobno aresztowany za udostępnienie mema wymierzonego w Hamas. W Niemczech kobieta otrzymała surowszą karę za nazwanie swojego napastnika „obrzydliwą świnią gwałcicielem” niż sam gwałciciel za swój czyn.

CYNICZNYM OKIEM: Europejskie państwo opiekuńcze ewoluowało w coś imponującego – instytucję zdolną do natychmiastowej i bezwzględnej reakcji na niewłaściwe słowo, przy jednoczesnym chronicznie niewystarczającym budżecie na reagowanie na niewłaściwy czyn.

Sygnaliści, którzy próbowali zgłaszać obawy dotyczące gangów groomingowych, byli dyscyplinowani, odsuwani na boczny tor lub zwalniani. Wysocy urzędnicy nadzorujący te porażki często unikali jakichkolwiek konsekwencji. To nie jest dysfunkcja systemu – to system działający zgodnie ze swoją rzeczywistą logiką, która premiuje lojalność wobec narracji ponad lojalność wobec faktów.

Atmosfera podczas panelu była – jak opisał uczestnik – raczej introspektywna niż konfrontacyjna. Widownia złożona z elitarnych profesjonalistów, a jednak wyczuwalne poczucie niepokoju. Coś się przesuwa, nawet w środowiskach historycznie sprzymierzonych z liberalnymi ortodoksjami. Pojawia się gotowość do kwestionowania dogmatów, które przez lata były nienaruszalne.

Czy to trwała zmiana, czy chwilowe przebudzenie, trudno powiedzieć. Pewne jest jedno – państwo, które karze mowę, tolerując jednocześnie drapieżnictwo wobec własnych obywateli, nie zasługuje na miano ani współczującego, ani postępowego. Zasługuje na miano tego, czym jest: dekadenckie.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *