Choć oficjalnie w Caracas u władzy pozostaje p.o. prezydenta Delcy Rodríguez, to nie ma już wątpliwości, że faktyczne decyzje w Wenezueli zapadają w Waszyngtonie. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt potwierdziła podczas konferencji prasowej: „Ich decyzje będą w dalszym ciągu dyktowane przez Stany Zjednoczone Ameryki.”
Słowa te padły w momencie, gdy nad Karaibami utrzymuje się amerykańska armada, a były prezydent Nicolás Maduro – przetrzymywany w Nowym Jorku – ogłasza się „więźniem politycznym.” Tymczasem Rodríguez publicznie zapewnia, że „rząd Wenezueli zarządza krajem, a nie żaden zagraniczny agent.”
Wypowiedź Waszyngtonu sugeruje jednak coś przeciwnego. Biały Dom mówi otwarcie o zasadniczej roli USA w kształtowaniu przyszłości Wenezueli – politycznie, gospodarczo i energetycznie.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy dawniej mówiono „pomagamy w demokracji”, dziś wprost mówi się „dyktujemy decyzje” – i nikt już nawet nie udaje, że chodzi o wolność.
„Ameryka mówi, komu wolno sprzedawać ropę”
Wiceprezydent USA JD Vance przypomniał, kto teraz rozdaje karty: „Kontrolujemy zasoby energetyczne i mówimy reżimowi, że może sprzedawać ropę tylko wtedy, gdy służy to interesom Ameryki.”
To otwarte przyznanie, że po obaleniu Maduro Stany Zjednoczone przejęły zarządzanie eksportem wenezuelskiej ropy.
Według New York Timesa, kontrola ta ma charakter „bezterminowy”, a jej formalnym elementem jest tzw. trzyetapowy plan sekretarza stanu Marco Rubio – zakładający odbudowę sektora naftowego pod amerykańskim nadzorem i prywatyzację części jego aktywów.
Sam Trump w rozmowie z NYT nie krył, że Stany Zjednoczone pozostaną w Wenezueli „na lata.” „Będziemy zarządzać krajem i korzystać z jego olbrzymich rezerw ropy, aż stanie na nogi. Odbudujemy Wenezuelę w sposób bardzo dochodowy” – stwierdził.
CYNICZNYM OKIEM: Kolonializm wrócił, tylko teraz z rachunkiem bankowym i konferencją prasową.
„Zyskowna odbudowa” i polityczne napięcia
Trump zapowiedział, że dochody z ropy mają pomóc w „rekonstrukcji” Wenezueli, a część z nich zostanie przekazana „w formie pomocy humanitarnej.” Jednocześnie w Kongresie narastają spory – republikanie popierają interwencję, podczas gdy demokraci ostrzegają, że USA wchodzą w długotrwałą okupację bez podstaw prawnych.
Analitycy wskazują, że niepokój narasta także w samej Wenezueli – wciąż aktywne są zbrojne grupy antychavistowskie i kartele przemytnicze zasilane przez granice z Kolumbią.
Mimo to Trump pozostał niewzruszony: „Czas pokaże, jak długo to potrwa. Ale Ameryka zrobi to dobrze.”
W praktyce oznacza to, że Stany Zjednoczone przekształciły Wenezuelę w kontrolowane terytorium gospodarcze. Zamiast okupacji wojskowej mamy okupację ekonomiczną, z ropą jako gwarancją wpływów i argumentem w globalnej rozgrywce energetycznej.
Nowe rozdanie w Caracas to więc mniej „demokratyczna zmiana władzy”, a bardziej powrót do znanej historii Ameryki Łacińskiej – tej, w której za wolnością stoi zawsze cudzy interes.


