Tydzień w niewoli powiązanej z Iranem milicji zakończył się dla Shelly Kittleson w sposób, który odsłania prawdziwy układ sił w powojennym Iraku. Kataib Hezbollah, proirańskie ugrupowanie zbrojne, uwolniło amerykańską niezależną dziennikarkę porwaną 31 marca w Bagdadzie – ale ceną wolności była wymiana więźniów i natychmiastowe opuszczenie kraju.
Abu Mudżahid al-Assaf, urzędnik ds. bezpieczeństwa w Kataib Hezbollah, nie pozostawił wątpliwości co do tego, kto kontroluje sytuację. „W uznaniu narodowej postawy ustępującego premiera zdecydowaliśmy się uwolnić amerykańską oskarżoną Shelly Kittleson” – oświadczył, cytowany w raportach międzynarodowych. To zdanie jest jednocześnie bezpośrednim potwierdzeniem, że grupa jest odpowiedzialna za porwanie, do którego doszło po tygodniach amerykańsko-izraelskich ataków w Iranie.

Wymiana, o której Waszyngton woli nie mówić
„New York Times” ujawnił mechanizm uwolnienia. 49-letnia dziennikarka, która od ponad dekady relacjonowała wydarzenia na Bliskim Wschodzie dla różnych mediów, została wypuszczona w zamian za zwolnienie kilku uwięzionych członków Kataib Hezbollah. Dwóch irackich urzędników ds. bezpieczeństwa potwierdziło te informacje, prosząc o anonimowość ze względu na wrażliwy charakter negocjacji.
CYNICZNYM OKIEM: Milicja porywa dziennikarkę, wymusza wymianę więźniów, a potem łaskawie ją „uwalnia w uznaniu postawy premiera”. Tak wygląda dyplomacja, gdy to porywacz pisze komunikat prasowy.
W czasie uprowadzenia władze irackie podały, że siły bezpieczeństwa podjęły pościg za podejrzanymi. Jeden z pojazdów porywaczy dachował, a jedna osoba została aresztowana. Premier Mohammed Shia al-Sudani kilka dni temu nakazał służbom bezpieczeństwa wytropienie osób odpowiedzialnych za uprowadzanie obcokrajowców.
Kataib Hezbollah twierdzi, że posiada nagranie rzekomo pokazujące „rolę i działania Kittleson w Iraku” – i co najmniej jedno takie wideo z okresu jej niewoli już się pojawiło. W przeszłości porwanych z Zachodu lub Izraela w Iraku niemal zawsze oskarżano o szpiegostwo na rzecz obcych rządów.
Kontekst porwania jest równie wymowny jak samo uwolnienie. Począwszy od marca, Departament Stanu wzywał wszystkich Amerykanów do natychmiastowego opuszczenia Iraku. Ambasada USA w Bagdadzie stała się celem powtarzających się ataków dronów, a inne obiekty amerykańskie oraz instalacje naftowe znalazły się pod ostrzałem ze strony Iranu lub sprzymierzonych z nim grup.
CYNICZNYM OKIEM: Departament Stanu od tygodni krzyczy „wyjeżdżajcie z Iraku”, a potem musi wymieniać więźniów, żeby odzyskać tych, którzy zostali. Trudno o lepszą reklamę skuteczności amerykańskich ostrzeżeń konsularnych.
Uwolnienie Kittleson to pozornie dobra wiadomość. W rzeczywistości jednak pokazuje, że proirańskie milicje w Iraku działają jako suwerenne podmioty, zdolne do porywania obywateli USA, negocjowania wymian na własnych warunkach i dyktowania warunków zwolnienia – wszystko to na terytorium kraju, który teoretycznie pozostaje amerykańskim sojusznikiem.



