Sondaż Uniwersytetu Michigan zaskakuje: wskaźnik aktualnych warunków spadł do rekordowo niskiego poziomu – gorszego niż podczas krachu z 1987, 11 września, GFC czy COVID, mimo rekordowych szczytów giełdy i spadających oczekiwań inflacyjnych. Warunki bieżące pogrążyły się w historycznym minimum, sygnalizując frustrację z wysokimi cenami po pandemii.

Konsumenci nie akceptują nowej normy cenowej – mimo szybkiego spadku prognoz inflacji, wzmianki o wysokich cenach pozostają na stałym, wysokim poziomie.

Zakupy dóbr trwałych spadły po raz piąty z rzędu, choć oczekiwania co do finansów osobistych i biznesu poprawiły się. 63% badanych wciąż prorokuje dalszy wzrost bezrobocia w kolejnym roku.
Jak widać poniżej oczekiwania inflacyjne gwałtownie spadają.

CYNICZNYM OKIEM: Giełda hula, ale portfele bolą – konsumenci w szoku cenowym, mimo że inflacja topnieje. Demokraci budzili strach hiperinflacją, dziś orientują się, że to kit – wstyd dla medialnych proroków.
Frustracja portfelowa dominuje
Nastroje są aż o 30 punktów procentowych gorsze niż w grudniu 2024 r. – „sprawy portfela” rządzą postrzeganiem gospodarki – twierdzi dyrektorka sondażu Joanne Hsu. Rynek pracy lekko optymistyczny, ale konsumenci tkwią w post-pandemicznym szoku: ceny nie schodzą do „starych norm”.
UMich podkreśla: inflacja spadła błyskawicznie, ale frustracja trwa – konsumenci nie internalizują wyższych cen jako normy, co deformuje ich obraz ekonomii. Oczekiwania dotyczące rynku pracy są na plusie, ale w prognozach rośnie bezrobocie.


