Mike Huckabee, ambasador USA w Izraelu, stwierdził, że Iran „nie otrzymał pełnego przekazu” po amerykańskich nalotach na jego obiekty nuklearne w czerwcu. Wypowiedź padła w momencie, gdy Izrael naciska na kolejne uderzenie, a premier Benjamin Netanjahu planuje rozmowę z prezydentem Trumpem w tej sprawie.
Huckabee przypomniał dramatyczny moment ataku: „Nie wiem, czy Iran kiedykolwiek traktował [prezydenta Trumpa] poważnie – aż do nocy, gdy bombowce B-2 poleciały do Fordow” – powiedział, nawiązując do jednego z kluczowych podziemnych kompleksów nuklearnych Iranu.
Według ambasadora, Teheran „wciąż próbuje odbudować zniszczone obiekty i pogłębiać swoje zabezpieczenia”, co, jego zdaniem, dowodzi, że nie wyciągnął właściwej lekcji z poprzedniego ataku.
Autor poleca: Iran straszy rakietami – pokaz siły przed szczytem Trump-Netanjahu
CYNICZNYM OKIEM: Polityka siły ma jedną słabość – zawsze zakłada, że przeciwnik rozumie ironię bomb.
Zimny pokój, gorące perspektywy
Od czasu „dwunastodniowej wojny” i zawieszenia broni Trump wielokrotnie powtarzał, że „Iran nigdy nie wzbogaci uranu”, grożąc kolejnymi nalotami, jeśli kraj wznowi program nuklearny.
W ostatnich tygodniach prezydent zasugerował nawet możliwość „unicestwienia irańskich pocisków balistycznych”, chwaląc się, że „Ameryka może zniszczyć je bardzo szybko. Mamy ogromną siłę.”
Z kolei Iran twierdzi, że wzbogacanie uranu zostało zatrzymane po bombardowaniach, ale zapowiada jego wznowienie – nie jako akt agresji, lecz kwestię narodowej dumy i suwerenności.
Równocześnie władze w Teheranie niezmiennie podkreślają, że nie planują budowy broni jądrowej, a program rakietowy jest jedynym środkiem odstraszania przed USA i Izraelem.
CYNICZNYM OKIEM: Każda strona mówi o pokoju, ale obie zbroją się do wojny. Stal, propaganda i duma – święta trójca współczesnej dyplomacji.
Choć Huckabee unikał jednoznacznej deklaracji, dał do zrozumienia, że decyzja o kolejnym ataku należy do prezydenta. „To wybór Białego Domu” – podkreślił, sugerując jednak, że stanowisko Trumpa pozostaje niezmienne: zero tolerancji dla nuklearnego Iranu.
W cieniu gróźb i bombardowań świat znów obserwuje znajomą scenę – Bliski Wschód jako teatr siły, moralności i geopolitycznej rutyny, gdzie każda bomba ma swoją narrację, a każda cisza jest tylko przerwą na nowy komunikat.


