Turbiny wiatrowe miały być symbolem ekologicznej odpowiedzialności – czystą energią, która ocali planetę przed katastrofą klimatyczną. Tymczasem za ich produkcją kryje się proceder, który brzmi jak scenariusz filmu dokumentalnego o korporacyjnej hipokryzji. Ponad pół miliona drzew balsy jest co roku nielegalnie wycinanych w lasach deszczowych Amazonii, żeby zaspokoić globalny popyt na łopaty turbin wiatrowych – wynika ze śledztwa serwisu Daily Sceptic, opartego na danych produkcyjnych, raportach organizacji pozarządowych i statystykach handlu międzynarodowego.
Balsa to drewno lekkie, ale wytrzymałe, powszechnie stosowane w rdzeniach gigantycznych łopat turbin. Może stanowić około 7 procent łopaty, a jeden zestaw trzech łopat pochłania do 40 drzew. To nie jest marginalny składnik – to fundament konstrukcyjny, bez którego przemysł wiatrowy nie mógłby funkcjonować w obecnej skali.

Milion drzew rocznie, połowa z nielegalnych źródeł
Liczby są bezlitosne. Większość komercyjnej balsy eksportuje Ekwador, który w ostatnich latach produkował około 500 000 metrów sześciennych rocznie, co odpowiada mniej więcej 80 000 ton metrycznych. Szacuje się, że około 55 procent produkcji trafia bezpośrednio do turbin wiatrowych.
Przy założeniu, że każdy zestaw trzech łopat wymaga około 10,5 metra sześciennego drewna i pochłania 40 drzew, roczne zużycie balsy na potrzeby wiatraków wynosi ponad milion drzew.
Balsa rośnie stosunkowo szybko i do czasu gwałtownego wzrostu popytu na turbiny była pozyskiwana ze zrównoważonych plantacji. Od początku obecnej dekady zrównoważone zbiory przestały jednak nadążać za zapotrzebowaniem. Raport Environmental Investigation Agency – uznanej organizacji pozarządowej działającej od 1984 roku – stwierdził, że eksport wzrósł o nawet 50 procent właśnie dzięki nielegalnym wycinkom w dziewiczych lasach deszczowych.
Dzieląc roczne zużycie na poziomie miliona drzew na pół, otrzymujemy liczbę około 523 810 dojrzałych okazów pochodzących z nielegalnego wyrębu. Dla porównania – jednorazowa wycinka 100 000 drzew pod budowę drogi dla delegatów niedawnego szczytu klimatycznego COP30 w brazylijskim Belém wywołała falę oburzenia. Roczna nielegalna wycinka balsy na potrzeby turbin jest ponadpięciokrotnie większa – i powtarza się rok po roku.
CYNICZNYM OKIEM: Wycięli 100 000 drzew, żeby delegaci szczytu klimatycznego mogli dojechać na miejsce i porozmawiać o ochronie lasów. A potem wycięli pół miliona więcej, żeby zbudować turbiny, które miały te lasy uratować. Ekologia zatoczyła idealne koło.
Plądrowanie od północy po południe
Skala procederu jest przytłaczająca, a śledczy EIA dokumentowali go na własne oczy. Odwiedzili wiele miejsc nielegalnej wycinki i oskarżyli eksporterów o traktowanie naturalnych lasów jako „wygodnego i natychmiastowego zamiennika”, gdy plantacje zostały przedwcześnie wyeksploatowane. Atakowane obszary to jedne z ostatnich nienaruszonych krajobrazów leśnych w Ekwadorze, w tym unikalne obszary chronione i terytoria ludności tubylczej.
Handlarze mieli przyznać EIA, że wycinka balsy odbywa się „od północy po południe w większości amazońskich prowincji kraju”.
Szacuje się, że co najmniej 50 procent produkcji pochodzi obecnie z nielegalnych źródeł. Mieszanie drewna z plantacji z tym kradzionym z lasu waha się od 10 do 70 procent w zależności od eksportera – co czyni weryfikację łańcucha dostaw praktycznie niemożliwą.
Proceder ma swoją historię. Już w 2020 roku donoszono, że na terytorium rdzennej ludności Achuar wzdłuż ekwadorskiej rzeki Copataza nielegalnie ścięto 20 000 drzew balsy w zaledwie pół roku. Inne raporty mówią o usunięciu 75 procent drzew na niektórych obszarach.
Raport EIA z 2024 roku, mimo swojej druzgocącej wymowy, zyskał niewiele uwagi w mediach głównego nurtu. Dla redakcji kierujących się narracją o zielonej transformacji takie wieści okazały się po prostu zbyt niewygodne, by poświęcić im należytą uwagę.
CYNICZNYM OKIEM: Media milczą, bo trudno jednocześnie promować turbiny wiatrowe jako zbawienie planety i pisać o tym, że ich produkcja pożera Amazonię. Kognitywny dysonans nie generuje klików – a przynajmniej nie tych właściwych.
Choć producenci turbin sugerują, że balsa jest stopniowo zastępowana syntetycznymi piankami polimerowymi, dane produkcyjne opowiadają inną historię. Ekwadorska produkcja skoczyła około 2020 roku z poziomu 33 000 ton do 75 000 ton, napędzana głównie przez chińskich producentów turbin. Dane UN Comtrade wskazują eksport na poziomie 50 do 80 tysięcy ton rocznie w latach 2023 i 2024.
Po nagłym skoku produkcja ustabilizowała się na poziomach, które są osiągalne jedynie poprzez masowe plądrowanie lasów deszczowych. Szacunki finansowe potwierdzają skalę zjawiska – wartość rynku chińskich turbin wiatrowych wzrosła z 8-12 miliardów dolarów w 2021 roku do blisko 16 miliardów w 2024 roku, z prognozą zbliżającą się do 18 miliardów dolarów w 2025 roku.
Konstrukcje hybrydowe są wprawdzie coraz częstsze, ale balsa wciąż wygrywa w krytycznych sekcjach łopat dzięki doskonałemu stosunkowi wytrzymałości do masy. Dopóki przemysł nie znajdzie pełnowartościowego zamiennika – a nic nie wskazuje, by to nastąpiło w najbliższych latach – amazońskie lasy deszczowe będą płacić cenę za globalną fantazję o Net Zero, tracąc co roku setki tysięcy dojrzałych drzew w ciszy, na którą media głównego nurtu najwyraźniej się zgodziły.


