Srebro spędziło ostatnie tygodnie na robieniu czegoś, co na powierzchni wygląda całkowicie znajomo. Po przekroczeniu poziomu 120 dolarów za uncję cofnęło się w szeroki zakres 75-85 dolarów, poruszając się trendem bocznym – dokładnie tak, jak rynki często zachowują się po silnym wzroście. Problem w tym, że sposób, w jaki rozwija się ta konsolidacja, brzmi fałszywie – nie w sensie dramatycznym, ale w sposób zauważalny dla każdego, kto spędza wystarczająco dużo czasu na obserwacji. Siła nie utrzymuje się długo, rajdy wygasają niemal rutynowo, a najbardziej zdecydowana sprzedaż nadchodzi w tym samym punkcie dnia handlowego – szczególnie gdy budzi się Nowy Jork.

Żaden z tych elementów, brany z osobna, niewiele dowodzi. Rynki są pełne szumu i łatwo dostrzec wzorce tam, gdzie ich nie ma. Ale kiedy wzorzec powtarza się wystarczająco często, przesuwa się z kategorii zbiegu okoliczności w coś, co warto przynajmniej odnotować. I zadać pytanie, które staje się coraz bardziej aktualne: czy to ludzie handlują, czy maszyny handlują same ze sobą?
Narracja, która przychodzi za łatwo
Oferowane wyjaśnienie głosi, że przeszkodą są wyższe ceny ropy naftowej – rosnące koszty energii wywierają presję na popyt przemysłowy i zacieśniają warunki finansowe. Narracja cicho osiada na swoim miejscu. Trudność nie polega na tym, że wyjaśnienie jest nieprawdopodobne – chodzi o to, że nie współgra ze wszystkim innym.
Fundamenty pozostają silne. Podaż fizyczna jest mała i kurczy się dalej. Srebro ma komponent przemysłowy, więc powiązanie z kosztami energii nie jest bezzasadne. Ale złoto poruszało się w podobny sposób, a złoto jest zazwyczaj postrzegane jako zabezpieczenie przed inflacją – coś, co powinno reagować pozytywnie, gdy koszty energii rosną. Jeśli ropa wskazuje na presję inflacyjną, złoto powinno zachowywać się odpowiednio. A nie zachowuje.
Narracja pojawiła się zbyt szybko i zadomowiła zbyt wygodnie, pozostawiając części obrazu niewyjaśnione. Kiedy tak się dzieje, warto odsunąć się od samego wyjaśnienia i przyjrzeć się warunkom, w których ono zakiełkowało.
CYNICZNYM OKIEM: Rynek srebra spada dokładnie o tej samej porze każdego dnia, fundamenty krzyczą „w górę”, a oficjalna narracja mówi „ropa jest droga, więc logiczne”. Kiedy wyjaśnienie jest zbyt wygodne, zwykle nie wyjaśnia – przykrywa.
Tym, co rzuca się w oczy najbardziej, jest „czucie” rynku. Rynki zazwyczaj mają określoną teksturę – przeciąganie liny między uczestnikami o różnych horyzontach czasowych, różnych ograniczeniach i różnych poziomach przekonania. Są momenty niezgody, wahania, nagłej pilności. Tutaj ta tekstura wydaje się cieńsza. Ruch jest bardziej jednolity, jakby był generowany w obrębie węższego zestawu reakcji.
Zaangażowanie inwestorów detalicznych, przynajmniej anegdotycznie, przesunęło się na boczny tor. Zmienność ostatnich miesięcy wyczerpała silne przekonania – ludzie odeszli, zostawiając lukę.
Algorytmy trenowane na ludzkim strachu
Jeśli ta luka istnieje, rodzi to fundamentalne pytanie: co jeśli pod nieobecność ludzkich uczestników rynek jest w coraz większym stopniu kształtowany przez systemy reagujące na inne systemy? Handel algorytmiczny dominuje od lat, ale istnieje zasadnicza różnica między algorytmami działającymi na rynku bogatym w ludzkie zachowania, a algorytmami operującymi w środowisku, w którym te zachowania się rozrzedziły.
W pierwszym przypadku maszyny wchodzą w interakcje z ludźmi. W drugim mogą wchodzić w interakcje głównie ze sobą nawzajem – czerpiąc sygnały z tych samych danych, reagując na podobne wyzwalacze i wzmacniając podobne wzorce. Już ponad dekadę temu napisano o tym ciekawą książkę.

Modele stojące za tymi systemami nie są neutralne w sposób, w jaki czasem zakładamy. Są zbudowane na danych historycznych, a dane te są zapisem ludzkiego podejmowania decyzji – strach, pęd, nadmierna reakcja i wahanie zostawiają ślady, które można zmierzyć, wymodelować i włączyć do strategii. Efekt świeżości nie znika tylko dlatego, że zostaje wyrażony za pomocą kodu. Wybór danych wejściowych, sformułowanie sygnałów, sama struktura modelu – wszystko to odzwierciedla założenia o tym, co jest ważne.
Gdy wiele systemów buduje się według podobnych schematów, rezultatem może być rodzaj cichego dopasowania, w którym reakcje gromadzą się w klastry, zamiast się różnicować. Rynek przestaje odkrywać cenę poprzez autentyczną interakcję, a zaczyna ją generować poprzez mechaniczne powtarzanie wzorców, które same mogą być tymczasowe.
Kluczowe pytanie brzmi: czy systemy te naprawdę ewoluują – w sensie rewidowania swoich podstawowych założeń – czy też przede wszystkim optymalizują działania w ramach danego schematu, stając się coraz bardziej wydajnymi w identyfikowaniu wzorców, które same w sobie mogą być przejściowe? A jeśli te wzorce zaczną się załamywać, czy korekta następuje płynnie, czy wiąże się z niestabilnością?
CYNICZNYM OKIEM: Stworzyliśmy algorytmy, które nauczyły się naszego strachu, naszej paniki i naszej chciwości, a potem daliśmy im rynek do zabawy i zdziwiliśmy się, że zachowuje się jak neurotyk na autopilocie.
W obecnym zachowaniu srebra – a do pewnego stopnia i złota – jest coś, co wydaje się bardziej mechaniczne niż zwykle. Wzorce są obecne, reakcje spójne, a narracje, choć prawdopodobne, nie wyjaśniają całości.
Równowaga między zachowaniem ludzkim, a handlem systematycznym nie jest stała i czasami może przesuwać się bardziej, niż nam się wydaje. Jeśli tak, to wzorce, na których polegamy, mogą nie zachowywać się w ten sam sposób. Ciekawszym pytaniem może nie być to, co robi rynek, ale kto – lub co – to robi.



