Kiedy meksykańskie siły specjalne, wspierane przez amerykański wywiad, zabiły Nemesio „El Mencho” Oseguera Cervantesa – szefa kartelu Jalisco New Generation – świat podzielił się na dwa obozy. Jedni odetchnęli z ulgą, że jeden z najbardziej poszukiwanych przestępców na kontynencie nie żyje. Drudzy natychmiast sprawdzili kurs akcji linii lotniczych.
Operacja przeprowadzona w niedzielę wywołała lawinę reakcji kartelu – 250 blokad dróg, płonące pojazdy i budynki w stanie Jalisco, nagrania z Puerto Vallarta na pierwszych stronach amerykańskich gazet. Departament Stanu USA odwołał alerty nakazujące Amerykanom „pozostanie w ukryciu” dopiero po opanowaniu najgorszych zamieszek. Przez dwa dni jeden z najpopularniejszych kurortów turystycznych Meksyku wyglądał jak sceneria z narkofilmu – z tą różnicą, że wszystko działo się naprawdę, kilkaset metrów od hotelowych basenów.
Wall Street liczy straty, zanim przestały płonąć samochody
Analityczka Goldman Sachs Lizzie Dove zabrała się do roboty sprawnie. Jej konkluzja była równie chłodna, co precyzyjna: największy krótkoterminowy efekt odczuły linie lotnicze, a nie hotele ani organizatorzy rejsów. Przy czym „największy” jest tu terminem względnym – dla większości amerykańskich przewoźników ekspozycja na Meksyk wynosi mniej niż 3% przepustowości. Branża turystyczna obserwowała chaos w Puerto Vallarta z pewnym dystansem – geograficznym i finansowym.
Wyjątkiem jest linia Sun Country, gdzie około 10% przepustowości zaplanowanej na pierwszy kwartał 2026 roku dotyczy lotów do meksykańskich portów. Luty i marzec to sezonowo gorący okres – ferie wiosenne, tzw. spring breaks, dziesiątki tysięcy Amerykanów uciekających przed zimą na południe. Dove zauważyła ostrożnie, że część wycieczek planowanych do Meksyku może zostać „przebukowana na krajowe kierunki letnie lub inne miejsca w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, jeśli obawy dotyczące Meksyku utrzymają się w ciągu najbliższych kilku miesięcy”.

CYNICZNYM OKIEM: Kartel podpala miasto, a Goldman Sachs w tym samym czasie analizuje, czy Floryda skorzysta na zamieszaniu. Kapitalizm ma swoje priorytety – i trzeba przyznać, że są one przynajmniej szczere.
Liczba odwołań lotów była podwyższona w niedzielę i poniedziałek, ale analitycy szybko wskazali komplikujący czynnik – burza śnieżna Hernando uderzyła w tym samym czasie w znaczną część USA. JetBlue odwołał 44% swoich lotów 22 lutego, podczas gdy konkurenci anulowali mniej niż 10% – tyle że JetBlue ma mniej niż 2% przepustowości skierowanej na Meksyk. Winowajcą była pogoda, nie kartele. Puerto Vallarta i Guadalajara znalazły się wprawdzie w pierwszej dwudziestce lotnisk o najwyższym współczynniku odwołań na świecie w niedzielę 22 lutego – ale statystyka ta jest równie dramatyczna, co myląca bez szerszego kontekstu.


Historia uczy, że turyści zapominają szybko
Dove sięgnęła do historycznych precedensów i jej wniosek był niemal uspokajający – inne niedawne wydarzenia geopolityczne miały krótkotrwały wpływ na popyt turystyczny, jeśli w ogóle jakikolwiek. Po wybuchu wojny w Ukrainie w lutym 2022 roku globalny ruch lotniczy kontynuował ożywienie, a Delta nie odnotowała wpływu na podróże do Europy już w kwietniu. Po atakach z 7 października 2023 roku na Bliskim Wschodzie wzrost ruchu lotniczego był wyraźnie widoczny już w styczniu 2024 roku.

Ludzka pamięć o zagrożeniu jest krótka, gdy w grę wchodzi tydzień przy basenie w cenie all-inclusive. Volaris, jedna z największych linii lotniczych w Meksyku, wznowiła normalne operacje już w poniedziałek 23 lutego – dzień po operacji, która zabiła szefa jednego z najpotężniejszych karteli narkotykowych na świecie.

W przypadku hoteli analiza Dove wskazuje na ograniczone ryzyko – na razie. Tylko niewielka część pokoi dużych sieci hotelowych znajduje się w dotkniętych meksykańskich stanach. Największą ekspozycję ma Hyatt, który może jednak złagodzić skutki sytuacji, przenosząc turystów do swoich innych ośrodków all-inclusive poza Meksykiem. Choice Hotels ma ekspozycję minimalną. Branża hotelowa obserwuje i czeka – jeśli ostrzeżenia dla podróżnych utrzymają się, popyt może z czasem osłabnąć, ale na razie liczby nie alarmują.
Linie wycieczkowe wyszły z zamieszania niemal bez szwanku. Odwołano tylko kilka przystanków w Puerto Vallarta, a trasy obejmujące wiele portów z natury rozkładają ryzyko – jeśli jeden meksykański port staje się problematyczny, statek płynie do następnego.
CYNICZNYM OKIEM: Meksyk od lat funkcjonuje jako kraj trzeciego świata z infrastrukturą turystyczną pierwszego – i obie te rzeczy są prawdziwe jednocześnie. Turysta w strefie hotelowej nie widzi karteli, tak samo jak kartel nie widzi turysty. To układ doskonały, dopóki ktoś nie zabije „El Mencho”.
Pytanie, które Goldman Sachs zadaje wprost, brzmi: czy nastąpi trwały wpływ na popyt? Analitycy nie zajmują stanowiska w kwestii długości trwania niepokojów, ale historia sugeruje, że podróżni wracają szybciej, niż można by oczekiwać po obejrzeniu nagrań z płonących ulic. Kluczowa zmienna to czas – ile tygodni meksykańskie kartele będą demonstrować siłę po śmierci swojego lidera, zanim nowy układ władzy się ustabilizuje i Puerto Vallarta wróci do roli pocztówkowego kurortu.
Dla branży turystycznej śmierć „El Mencho” to przede wszystkim zdarzenie do zamodelowania w arkuszu kalkulacyjnym – z kolumną „ryzyko” i kolumną „szansa”, bo każde zamieszanie w jednym kierunku turystycznym oznacza potencjalny wzrost w innym. Floryda, Karaiby, Ameryka Środkowa – wszystkie czekają w kolejce na turystów, którzy zdecydują, że margarita smakuje lepiej tam, gdzie samochody nie płoną.


