Współzałożyciel Netscape’a i jedna z najbardziej wpływowych postaci Doliny Krzemowej, Marc Andreessen, ogłosił na platformie X, że obawy o masową utratę pracy spowodowaną sztuczną inteligencją są „całkowicie fałszywe”. Więcej – przewiduje, że AI wywoła potężny boom na rynku pracy, a nie jego destrukcję. Teza ta brzmiałaby przekonująco, gdyby nie fakt, że w tle tych deklaracji piętrzą się kolejne fale zwolnień w sektorze technologicznym, a firmy wprost wskazują sztuczną inteligencję jako powód redukcji etatów.
Andreessen, współtwórca firmy venture capital Andreessen Horowitz (a16z) i jeden z głównych darczyńców amerykańskich firm z sektora krypto i AI, przedstawił swój argument w prostym równaniu: „AI = potężny skok produktywności = potężny skok popytu = potężny boom na rynku pracy. Patrzcie”. Na poparcie swojej tezy udostępnił raport Business Insider pokazujący gwałtowny wzrost ofert pracy w technologii w 2026 roku – ponad 67 000 stanowisk dla inżynierów oprogramowania, co stanowi dwukrotny wzrost względem 2023 roku.

CYNICZNYM OKIEM: Miliarder inwestujący w AI mówi, że AI nie zabierze pracy. Producent papierosów pewnie też twierdzi, że palenie hartuje płuca – perspektywa czyni cuda.
Cudowny moment historii czy dystopijny marketing?
Andreessen od miesięcy konsekwentnie buduje narrację, w której sztuczna inteligencja jawi się nie jako zagrożenie, lecz jako zbawienie ludzkości. W swoim krótkim wystąpieniu wyraził przekonanie, że żyjemy w wyjątkowym momencie historii, w którym rozwój AI następuje dokładnie wtedy, gdy ludzka cywilizacja tego potrzebuje.
„Będziemy mieć AI i roboty precyzyjnie wtedy, gdy będziemy ich faktycznie potrzebować, przy kurczącej się populacji, aby uchronić gospodarkę przed rzeczywistym kurczeniem się” – argumentował.
Jego kluczowa teza opiera się na demografii. Spadek populacji i ograniczona imigracja sprawią, że ludzka praca stanie się coraz cenniejsza. AI ma przywrócić historyczne poziomy produktywności znane z okresu 1870-1930, wyzwalając innowacje i wzrost zatrudnienia netto zamiast wypierania pracowników.
Nawet w radykalnych scenariuszach Andreessen widzi same plusy. Gwałtowny wzrost produktywności miałby prowadzić do nadmiaru dóbr, załamania cen i ogromnego wzrostu realnego bogactwa – co według niego odpowiada „gigantycznym podwyżkom” dla każdego, przy jednoczesnym zwiększeniu przystępności systemów opieki społecznej.
Tymczasem tysiące tracą pracę przez AI
Optymizm Andreessena kontrastuje jednak z rzeczywistością, która rysuje się znacznie mniej różowo. 26 lutego firma Block Jacka Dorseya zwolniła 40 procent swojego personelu, przyspieszając wykorzystanie AI, w tym eksperymenty z agentami mającymi przejąć części zadań kadry zarządzającej średniego szczebla.
19 marca giełda kryptowalut Crypto.com ogłosiła 12-procentową redukcję zatrudnienia z powodu integracji AI, ostrzegając, że firmy, „które nie dokonają tego zwrotu natychmiast, upadną”. Oracle rzekomo zredukowało ostatnio do 30 000 miejsc pracy, powołując się na „szersze zmiany organizacyjne” związane z budową centrów danych AI.
MARA, przekształcająca swoją infrastrukturę wydobywczą Bitcoina na potrzeby sztucznej inteligencji, podobno zmniejszyła personel o 15 procent.
Marcowy raport o zatrudnieniu w USA również nie wspiera entuzjazmu Andreessena. Bezrobocie utrzymuje się na poziomie 4,3 procent, a liczba osób pozostających bez pracy przez 27 tygodni lub dłużej wzrosła w ciągu ostatniego roku o 322 000.
Reakcje w sieci były przewidywalnie ostre. Influencerka krypto WendyO odpowiedziała: „Powiedz to przeciętnemu Amerykaninowi z niższej klasy średniej, który nie może znaleźć pracy, albo konsumentowi, który nie może liczyć na przyzwoitą obsługę klienta”.
Tory Green, współzałożyciel io.net, argumentował bardziej dyplomatycznie – Andreessen może mieć rację w kwestii tworzenia miejsc pracy netto, ale tylko wtedy, gdy narzędzia AI będą szeroko dostępne, a nie zawłaszczone przez garstkę platform. To zastrzeżenie uderza w sedno problemu, którego Andreessen wygodnie nie porusza.
CYNICZNYM OKIEM: Andreessen widzi w AI cudowny moment historii. Czterdzieści procent zwolnionych pracowników Blocka zapewne też przeżywa cudowny moment – tyle że w kolejce po zasiłek, a nie na konferencji w Dolinie Krzemowej.
Nie sposób odmówić Andreessenowi pewnej logiki. Historycznie rewolucje technologiczne – od maszyny parowej po internet – rzeczywiście tworzyły więcej miejsc pracy niż niszczyły, choć okres przejściowy bywał brutalny dla całych pokoleń. Problem polega na tym, że człowiek, który ma bezpośredni finansowy interes w triumfie AI, niekoniecznie jest najbardziej wiarygodnym źródłem informacji o jej społecznych kosztach. Po dekadach niezwykle powolnych zmian technologicznych i niskiej rotacji miejsc pracy sztuczna inteligencja rzeczywiście może zmienić reguły gry. Pytanie, na które Andreessen woli nie odpowiadać, brzmi: dla kogo ta gra się zmieni na lepsze, a dla kogo stanie się nie do wygrania.



