Tuż przed wtorkowym wylotem do Chin prezydent Donald Trump odpowiadał na pytania mediów i wygłosił uwagi, które z pewnością zaszkodzą Republikanom w tygodniu, w którym wojna z Iranem mija 75. dzień. Prezydent przyznał, że sytuacja finansowa Amerykanów nie była czynnikiem wpływającym na jego proces decyzyjny w kwestii Iranu – i to w momencie, gdy obywatele są zaniepokojeni stale rosnącymi cenami paliw oraz perspektywą wzrostu kosztów wszystkiego, od artykułów spożywczych po inne podstawowe produkty.
Prawdziwym zaskoczeniem był fakt, że Trump nawet nie próbował uniknąć pytania ani złagodzić tematu, jak zrobiłoby wielu polityków. „Jedyna rzecz, która się liczy, kiedy mówię o Iranie, to że nie mogą mieć broni jądrowej. Nie myślę o sytuacji finansowej Amerykanów. Nie myślę o nikim. Myślę o jednej rzeczy: nie możemy pozwolić, aby Iran miał broń jądrową… to jedyna rzecz, która mnie motywuje” – oświadczył. Republikanie w Kongresie bez wątpienia wiją się z powodu tych bezpardonowych komentarzy, a własny personel prezydenta z pewnością nie był zachwycony, zwłaszcza że wybory uzupełniające zbliżają się szybko, a konfrontacja w Cieśninie Ormuz nie wykazuje oznak wygasania.
Wywiad USA wciąż nie widzi irańskiej bomby
Niektórzy argumentują, że Trump jako Naczelny Dowódca znajduje się w trybie wojennym i nie chce odkrywać kart ani pozwolić Irańczykom odnieść wrażenia, że mają przewagę polityczną. Rzeczywistość jest jednak taka, że Amerykanie w przeważającej mierze nie przedkładają kwestii polityki zagranicznej nad stan swojego konta bankowego oraz zdolność do utrzymania godnego poziomu życia. Polityk, który publicznie przyznaje się do obojętności wobec ich portfeli, gra z ogniem na wiele miesięcy przed głosowaniem.
Kluczowym problemem z przedstawianiem sprawy wyłącznie jako kwestii niedopuszczenia do posiadania broni jądrowej przez Iran jest fakt, że oficjalne stanowisko amerykańskiej społeczności wywiadowczej pozostaje niezmienne. Wywiad USA nie widzi dowodów na to, by Republika Islamska rzeczywiście dążyła do zdobycia bomby atomowej. Nic nie zmieniło się w publicznej ocenie od czasu nagłówków z czerwcowej wojny, w których Izrael twierdził, że Iran pędzi w stronę broni jądrowej, a wywiad amerykański mówił, że dzielą go od niej lata.
CYNICZNYM OKIEM: Prezydent prowadzi wojnę przeciwko zagrożeniu, którego jego własny wywiad nie potwierdza, i jednocześnie ogłasza, że portfele wyborców nie liczą się „nawet w najmniejszym stopniu”. Szczerość bywa odwagą – albo zaproszeniem na własny pogrzeb polityczny.
W środę wiceprezydent J.D. Vance nerwowo odrzucał pytanie reportera o słowa szefa Białego Domu. Vance posunął się do twierdzenia, że to „błędna interpretacja słów prezydenta”, choć nagranie nie pozostawia wątpliwości co do dosadności wypowiedzi. „Dbamy o to, jak powodzi się Amerykanom pod względem ekonomicznym. Mamy też szereg innych wyzwań. Oczywiście prezydent musi stawiać czoła wszystkim tym wyzwaniom jednocześnie” – dodał wiceprezydent, próbując ratować przekaz administracji.
Narracja Trumpa jest z pewnością przegrana, a Vance – który coraz bardziej obawia się, że przedłużające się irańskie bagno może osłabić jego szanse w wyborach prezydenckich w 2028 roku – doskonale o tym wie. Średnia cena benzyny w USA wynosi obecnie 4,50 dolara za galon, co stanowi wzrost o 51 procent od początku operacji „Epic Fury”. Istnieje również duża szansa na powrót do kampanii bombardowań na pełną skalę, nawet jeśli urzędnicy Pentagonu mają trudności z wyartykułowaniem jasnej wizji strategicznej i planu zakończenia działań – tym razem pod nazwą Operacja Sledgehammer.
Bunt w obozie MAGA
Ludzie po prawej stronie sceny politycznej, w tym znacząca część ruchu MAGA, czują się zdradzeni przez Trumpa z powodu rozpoczęcia kolejnej wojny z wyboru na Bliskim Wschodzie. W kampanii wyborczej prezydent wielokrotnie obiecywał nie wciągać Ameryki w nowy konflikt na Bliskim Wschodzie, a teraz musi mierzyć się z konsekwencjami w postaci rosnącej frustracji wyborców i głosów dawnych sojuszników medialnych.
Clint Russell, gospodarz programu Liberty Lockdown, napisał w wiralowym wpisie ostre ostrzeżenie pod adresem partii. „W odniesieniu do wojny z Iranem Trump mówi, że sytuacja finansowa Amerykanów nie obchodzi go »nawet w najmniejszym stopniu«. Kiedy GOP zostanie zmiażdżona w listopadzie, nie ważcie się obwiniać Tuckera, Megyn, Candace, Fuentesa czy Massiego. Po prostu oglądajcie to w kółko” – oświadczył Russell. Wpis ten oddaje skalę pęknięcia w bazie wyborczej, która zaledwie kilkanaście miesięcy temu uczyniła Trumpa swoim faworytem.
CYNICZNYM OKIEM: Najpierw obietnica „żadnych nowych wojen”, potem 75 dni bombardowań, a na koniec wzruszenie ramion nad cenami paliwa. Wyborcy nie zapominają takich sekwencji – i nieważne, jak głośno wiceprezydent będzie tłumaczył, co tak naprawdę miał na myśli prezydent.
Trump zapowiada, że kampania bombardowań może zostać wznowiona, podczas gdy zasadne pytania o przyszłość Ameryki i stawianie Amerykanów na pierwszym miejscu spotykają się z prezydencką pogardą. Pytanie reportera o to, czy bieda zwykłych Amerykanów ma znaczenie dla decyzji wojennych, zostało potraktowane jak zbędna ciekawostka, a nie centralne zagadnienie demokratycznej rozliczalności władzy.
Nie da się już cofnąć czasu, a słowa wypowiedziane na płycie lotniska zostały zarejestrowane i są wielokrotnie powtarzane w sieci. W połączeniu z 51-procentowym skokiem cen benzyny i niejasnym planem zakończenia konfliktu tworzy to mieszankę, w której kalkulacje wyborcze schodzą na drugi plan przed surową arytmetyką kosztów życia. Dla Vance’a, dla Republikanów w Kongresie i dla całej koalicji MAGA listopadowe wybory mogą okazać się testem, czy lojalność wobec lidera wytrzyma starcie z rachunkami za prąd i tankowanie – a wiele wskazuje, że ten test właśnie zaczął się rozstrzygać na niekorzyść Białego Domu.



