29-letni Afgańczyk skazany na sześć lat za ciężkie uszkodzenie ciała po dźganiu 27-letniej nauczycielki sześć razy nożem – cztery ciosy w plecy, dwa w udo – bo „przestał dźgać, gdy zaczęła krzyczeć”, uznał sąd w Stuttgarcie za wystarczające „wycofanie się z usiłowania morderstwa”. Atak 14 marca w mieście Kirchheim unter Teck: migrant chwycił ją za szyję od tyłu w biały dzień, dźgnął ostrzem 9,5 cm, puścił po krzyku i uciekł – sąd uznał, że mógł kontynuować, ale nie chciał zabić.
Niemiecka klauzula „autentycznego wycofania się” wymaga dobrowolnego kontrdziałania śmierci ofiary – np. leczenia ran i wzywania pomocy – ale tu ucieczka wystarczyła, mimo zaprzeczeń sprawcy (DNA na ubraniu i nożu go obaliło). Nauczycielka wyszła ze szpitala po trzech dniach bez trwałych fizycznych szkód, ale „nie mogę wychodzić sama, straciłam kondycję, życie wywrócone do góry nogami” – ciężka psychiczna trauma.
CYNICZNYM OKIEM: Sześć ciosów nożem to „przypadkowe” uszkodzenie, bo krzyki zatrzymały napastnika – sąd nagradza „powściągliwość” ucieczką; w Niemczech migrant z nożem dostaje sześć lat, jakby dźgał jabłko, nie człowieka.
Powtórka z kontrowersji – podobny wyrok w sprawie burmistrzyni
Podobnie w aferze burmistrzyni SPD Iris Stalze, dźganej i torturowanej przez adoptowaną córkę z Afryki na skraj śmierci – sąd zastosował „wycofanie się”, bez aresztowania, kwestionowane przez ekspertów.
Wyrok obnaża absurdy: sześć ciosów to nie morderstwo, bo sprawca „się powstrzymał” – nauczycielka płaci traumą, Niemcy debatują o migrantach z nożem przed wyborami; sprawiedliwość czy polityczna poprawność?
Ostatecznie został skazany na sześć lat więzienia za atak nożem oraz dodatkowo na półtora roku więzienia za napady na banki.


