501 Afgańczyków pozywa Niemcy i domaga się wjazdu do Europy

Berlin oferował im kilka tysięcy euro za rezygnację z obiecanego przesiedlenia

Adrian Kosta
6 min czytania
Afgańczycy Niemcy azyl pozwy przesiedlenie

Jest coś szczególnie pouczającego w sytuacji, gdy państwo, które przez dekady budowało swoją tożsamość na moralnej wyższości w kwestiach humanitarnych, próbuje odkupić się od własnych obietnic za kilka tysięcy euro od głowy. 501 obywateli Afganistanu pozywa obecnie niemiecki rząd po tym, jak Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców unieważnił wcześniej przyznane im zobowiązania do przyjęcia na terytorium Niemiec. Ludzie, którym Berlin obiecał schronienie po powrocie talibów do władzy w 2021 roku, cztery lata później walczą w sądach o to, żeby obietnica pozostała obietnicą.

Większość powodów przebywa obecnie w Pakistanie, w prawnym zawieszeniu, które z każdym miesiącem staje się coraz bardziej niebezpieczne. Islamabad wezwał obywateli Afganistanu niemających statusu długoterminowego do natychmiastowego opuszczenia kraju. Ci, których niemieckie procedury wizowe nie zdążyły przetworzyć w uzgodnionych terminach, znaleźli się w pułapce – z wygasłymi dokumentami, bez prawa pobytu w Pakistanie i bez biletów do Niemiec, które miały być ich nowym domem.

CYNICZNYM OKIEM: Niemcy obiecały Afgańczykom przesiedlenie, potem przeciągały procedury tak długo, aż Pakistan zaczął ich aresztować za przeterminowane wizy. Trudno o lepszą ilustrację europejskiej polityki humanitarnej – szczytne deklaracje na początku, biurokratyczny labirynt w środku i czyjeś więzienie na końcu.

Obietnice na papierze, chaos w praktyce

Po upadku Kabulu w sierpniu 2021 roku Niemcy uruchomiły programy przesiedleńcze dla osób zagrożonych prześladowaniami ze strony talibów. Berlin zapewniał, że chodzi przede wszystkim o byłych pracowników lokalnych, którzy wspierali niemieckie wojsko podczas dwudziestoletniej misji w Afganistanie. To brzmiało jak oczywisty moralny obowiązek – ludzie, którzy ryzykowali życie pracując dla Bundeswehry, zasługują na ochronę państwa, któremu służyli.

Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana niż narracja. Raporty wskazywały, że tylko niewielka część pasażerów lotów czarterowych stanowili byli pracownicy armii niemieckiej lub ich bliscy krewni. Gazeta Bild ujawniła, że zaledwie jeden na ośmiu Afgańczyków, którzy wjechali do Niemiec w ramach specjalnych programów ochrony, został wcześniej w pełni sprawdzony przez służby bezpieczeństwa. Ponad 31 tysięcy Afgańczyków wraz z członkami rodzin miało przybyć bez pełnej kontroli przeszłości. Związek Zawodowy Policji wielokrotnie wzywał do zawieszenia lotów relokacyjnych, powołując się na problemy z weryfikacją tożsamości i potencjalne zagrożenia dla bezpieczeństwa.

Procedury weryfikacyjne, które miały trwać trzy miesiące, przeciągały się do ośmiu. Około 2500 Afgańczyków utknęło w Islamabadzie z wygasłymi pakistańskimi wizami, czekając aż niemiecka biurokracja zakończy kontrolę ich przeszłości. Pakistan wielokrotnie ostrzegał Berlin, że nie może tolerować tysięcy osób z przeterminowanymi dokumentami. Ostrzeżenia zostały zignorowane. W lipcu 2025 roku władze pakistańskie zaczęły aresztować Afgańczyków wyznaczonych do relokacji do Niemiec i wszczynać procedury deportacyjne. Berlin nie zdążył, Islamabad stracił cierpliwość, a ludzie zostali między młotem, a kowadłem.

Kilka tysięcy euro za ciszę

W styczniu bieżącego roku wyszło na jaw, że rząd federalny próbował rozwiązać problem metodą, która w korporacyjnym żargonie nazywa się ugodą, a w ludzkim języku – próbą wykupienia się od konsekwencji. Skontaktowano się z około 700 osobami, oferując kilka tysięcy euro za trwałe wycofanie się z programów przyjęć i rezygnację z pozwów sądowych. Do końca roku zaledwie 167 osób przyjęło ofertę. 357 kategorycznie odmówiło. Reszta wciąż czeka na decyzję w sprawie własnej przyszłości.

Clara Bünger, rzeczniczka partii Lewicy ds. azylu, określiła sytuację jako „wstydliwą” i zażądała bezzwłocznej realizacji wszystkich pierwotnych zobowiązań. Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych odpowiedziało z chłodną biurokratyczną elegancją, że zmiana polityki nie jest planowana. Ani w jedną, ani w drugą stronę – obietnice nie zostaną spełnione, ale oficjalnie też nie zostaną wycofane. Pozostaną w zawieszeniu, tak jak ludzie, których dotyczą.

CYNICZNYM OKIEM: Berlin oferuje Afgańczykom kilka tysięcy euro za rezygnację z obiecanego przesiedlenia. Tylko 167 z 700 osób się zgodziło. Okazuje się, że obietnica azylu w Europie jest warta więcej niż rekompensata – nawet jeśli ta obietnica istnieje już tylko w sądowych aktach.

Alice Weidel, współprzewodnicząca Alternatywy dla Niemiec, pochwaliła Pakistan za deportowanie Afgańczyków, twierdząc, że Islamabad robi to, czego nie chciał zrobić niemiecki rząd. Dla części niemieckiej sceny politycznej cała sprawa jest dowodem na to, że programy przesiedleńcze były od początku błędem. Dla drugiej części – dowodem na to, że Niemcy nie dotrzymują słowa. Obie strony mają swoje argumenty i żadna z nich nie pomaga ludziom, którzy siedzą w pakistańskich aresztach z niemieckimi obietnicami w kieszeni.

Cała historia jest miniaturą większego problemu europejskiej polityki migracyjnej. Szczytne deklaracje w momencie kryzysu, gdy kamery pokazują upadające miasta i uciekających ludzi. Potem lata biurokratycznych procedur, które wydłużają się jak guma do żucia. Potem zmiana rządu, zmiana nastrojów społecznych i cicha próba wycofania się z zobowiązań, które nagle okazują się politycznie niewygodne. A na końcu – pozwy sądowe złożone przez ludzi, którzy wzięli obietnicę za dobrą monetę i teraz odkrywają, że w europejskiej polityce humanitarnej drobny druk jest ważniejszy niż nagłówek.

Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych twierdzi, że zmiana polityki nie jest planowana. Pytanie, którą politykę ma na myśli – tę obiecaną, tę realizowaną, czy tę, która istnieje wyłącznie w komunikatach prasowych. Bo na tym etapie różnica między nimi jest już tak duża, że 501 Afgańczyków potrzebuje prawników, żeby ją zrozumieć.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *