500+ dla każdego Polaka to kosztowna polityczna pułapka

Bezwarunkowy dochód podstawowy brzmi utopijnie, ale wyliczenia pokazują prostą prawdę

Jarosław Szeląg
3 min czytania

Ekonomiści z Uniwersytetu Warszawskiego – Michał Brzeziński, Anna Bownik i Leszek Morawski – rozłożyli na czynniki pierwsze propozycję bezwarunkowego dochodu podstawowego w wysokości 500 zł miesięcznie dla każdego dorosłego Polaka, bez sprawdzania dochodów czy warunków. Pomysł Marka Dietla, przedstawiony na konwencji PiS, brzmi kusząco, ale wyliczenia pokazują, że koszt netto to nawet 92 mld zł rocznie (2,3% PKB) przy likwidacji kwoty wolnej od podatku i większości ulg.

Kto naprawdę zyska – najbiedniejsi czy klasa średnia?

W realistycznym scenariuszu finansowania program pochłonąłby ogromne środki – likwidacja ulg i kwoty wolnej nie wystarczy, by zrównoważyć wypłaty. Ekonomiści rozważają też skrajnie optymistyczny wariant z podniesieniem wszystkich stawek VAT o 4 punkty procentowe, co obniżyłoby koszt do 46 mld zł (1,2% PKB). Ale sami eksperci ostrzegają: taki scenariusz jest nierealny, bo podbiłby ceny i uderzył w biedniejszych.

Procentowo najwięcej wygraliby najbiedniejsi – ich dochód rozporządzalny wzrósłby o ok. 10%, czyli 250–300 zł miesięcznie. W liczbach bezwzględnych liderami są gospodarstwa ze środka rozkładu dochodów – do 480 zł miesięcznie. Najbogatsza grupa decylowa zyskuje najmniej procentowo (2,5%), ale wciąż zauważalnie. Gospodarstwa wieloosobowe i samotni seniorzy wychodzą najlepiej, podczas gdy samotni rodzice po podwyżce VAT lądują na minusie.

500+

CYNICZNYM OKIEM: 500+ dla wszystkich to prezent dla bogatych pod płaszczykiem pomocy biednym – prawie 40% kwoty (17 mld zł) trafiłoby do lepiej sytuowanej połowy społeczeństwa, a top 20% zgarnęłoby więcej niż obecne transfery socjalne zależne od dochodu.

Skromny efekt na ubóstwo – gorzej niż dawne 500+

Redukcja ubóstwa relatywnego byłaby minimalna: z 15,5% do 13,9% – znacznie słabsza niż po wprowadzeniu 500+ w 2016 roku, które kosztowało mniej i celowało w rodziny z dziećmi. Program rozmywa wsparcie, zamiast skupiać je tam, gdzie boli najbardziej.

„Propozycja jest bardzo kosztowna i słabo celowana” – grzmi werdykt Michała Brzezińskiego. Za te same pieniądze dałoby się osiągnąć lepsze efekty w walce z ubóstwem i nierównościami, kierując środki precyzyjnie do potrzebujących. Zamiast rewolucji – rozproszenie budżetu.

Bezwarunkowy dochód podstawowy brzmi utopijnie, ale wyliczenia pokazują prostą prawdę: powszechna jałmużna to nie eliksir na nierówności, lecz polityczny balon próbny, który pęka przy kontakcie z rachunkami. Czy Polskę stać na taki luksus?


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *