29% Amerykanów wskazało wroga – i ten wróg siedzi w Waszyngtonie

To sam rząd jest największym problemem kraju

Adrian Kosta
5 min czytania

Jest pewna gorzka ironia w sytuacji, gdy instytucja powołana do rozwiązywania problemów sama staje się problemem numer jeden. Według najnowszego sondażu Instytutu Gallupa 29 procent Amerykanów uważa obecnie, że to sam rząd jest największym problemem kraju – więcej niż tych, którzy wskazują na gospodarkę, imigrację czy inflację. Niemal co trzeci obywatel najpotężniejszego państwa świata patrzy na własny aparat państwowy i widzi w nim nie rozwiązanie, lecz źródło kłopotów.

Joseph Tainter opisał ten mechanizm w swojej książce z 1988 roku „Upadek złożonych społeczeństw”. Badając imperia od Rzymu po Majów, znajdował ten sam schemat – w miarę rozwoju społeczeństwa tworzą kolejne warstwy biurokracji i złożoności, by radzić sobie z problemami. W pewnym momencie biurokracja staje się tak rozdęta i kosztowna, że przestaje cokolwiek rozwiązywać – i zaczyna generować nowe problemy. Ameryka Anno Domini 2026 wygląda jak podręcznikowa ilustracja tej tezy.

CYNICZNYM OKIEM: Rząd federalny zbiera 5,2 biliona dolarów rocznie i generuje 2 biliony deficytu. To jak restauracja, która im więcej zarabia, tym głębiej tkwi w długach – ale szef kuchni domaga się podwyżki.

Wielki plan, który nie pokryje nawet ćwierci dziury

Odpowiedzią części Waszyngtonu na tę systemową dysfunkcję jest – jak zwykle – więcej podatków. Senator Bernie Sanders i kongresmen Ro Khanna przedstawili ustawę „Make Billionaires Pay Their Fair Share Act”, zakładającą pięcioprocentowy roczny podatek od majątku wymierzony w około 938 amerykańskich miliarderów. Według optymistycznych szacunków autorów miałby przynieść 4,4 biliona dolarów w ciągu dziesięciu lat, czyli około 440 miliardów rocznie. Brzmi imponująco – dopóki nie zestawisz tego z dwoma bilionami dolarów rocznego deficytu. Wielki plan Sandersa nie pokryłby nawet jednej czwartej rocznego niedoboru, i to przy założeniu, że żaden miliarder nie opuści kraju, żadne aktywa nie stracą na wartości, a kapitał nie ucieknie do bardziej przyjaznych jurysdykcji.

Wielka Brytania dostarczyła właśnie empirycznego dowodu na to, jak kończy się taka polityka. Gdy rząd Partii Pracy zniósł 110-letni system podatkowy „non-dom”, ponad 10 tysięcy milionerów opuściło kraj, a wpływy podatkowe faktycznie spadły. Ale nawet pomijając kwestię skuteczności, pięcioprocentowy roczny podatek od istniejącego majątku – kumulujący się co roku – w ciągu piętnastu lat skonfiskowałby ponad połowę opodatkowanych aktywów. To nie podatek od dochodów, lecz podatek od fabryk, firm i inwestycji, które zatrudniają ludzi i produkują rzeczy. Efekt końcowy to nie bogatsza Ameryka, lecz Ameryka z mniejszą liczbą firm, miejsc pracy i zamożnych ludzi do opodatkowania.

Fundamentalny problem bowiem nigdy nie polegał na niewystarczającym opodatkowaniu. Cały budżet federalny w 2019 roku wynosił 4,4 biliona dolarów. Gdyby Kongres utrzymał wydatki na tym poziomie, rząd odnotowałby w zeszłym roku 800 miliardów dolarów nadwyżki. Zamiast tego wydatki wzrosły o 59 procent do poziomu ponad 7 bilionów dolarów – a Amerykanie nie dostali w zamian ani naprawionych dróg, ani wypłacalnego systemu ubezpieczeń społecznych, ani niższej inflacji.

Pożar lasu, który oczyszcza grunt

Przykłady instytucjonalnej niemocy mnożą się na każdym szczeblu administracji. W Los Angeles ofiary niszczycielskich pożarów w Palisades, które straciły domy, otrzymują wezwania od miejskiej straży pożarnej za nieuprzątnięcie zarośli na posesjach, które już doszczętnie spłonęły.

W Baltimore odbudowa mostu Francisa Scotta Keya, który zawalił się w marcu 2024 roku, została początkowo wyceniona na 1,7 miliarda dolarów z terminem realizacji na 2028 rok. Dziewięć miesięcy później kosztorys urósł do 5,2 miliarda, a termin przesunął się na 2030 – potrójny wzrost kosztów w niecały rok to osiągnięcie, które zasługuje na osobną kategorię w annałach biurokratycznej niekompetencji.

CYNICZNYM OKIEM: Straż pożarna karze za zarośla ludzi, którym spłonął dom. Gdyby Kafka żył w Los Angeles, pisałby reportaże, nie fikcję.

To, jak argumentują komentatorzy, nie jest nagły upadek, lecz powolna utrata kompetencji i legitymacji – stan, w którym główna funkcja rządu przesuwa się z rozwiązywania problemów na utrwalanie samego siebie. Historia pokazuje jednak, że taki rozkład przypomina bardziej pożar lasu niż koniec świata.

Bolesny i niszczycielski, ale usuwający martwe drewno i robiący miejsce dla nowego wzrostu. Każde przerośnięte imperium w historii przechodziło przez ten etap, a to, co wyłaniało się po drugiej stronie, niemal zawsze było sprawniejsze od tego, co było wcześniej. Pozostaje pytanie, czy 29 procent Amerykanów, którzy już rozpoznali problem, to awangarda koniecznej zmiany – czy jedynie mniejszość, która będzie rosła zbyt wolno, by cokolwiek zmienić, zanim pożar dotrze do fundamentów.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *