Pięć państw Zatoki Perskiej, goszczących amerykańskie bazy wojskowe, podało bilans pierwszych dni konfliktu: wspólnie zestrzeliły ponad 1500 irańskich pocisków i dronów wystrzelonych po ataku USA i Izraela na Iran, który rozpoczął się 28 lutego o 9:45 czasu teherańskiego. Liczby robią wrażenie – ale każda zestrzelona rakieta to jednocześnie dowód, że Iran jest w stanie wygenerować taką skalę ofensywy.
Największy ciężar wzięły na siebie Zjednoczone Emiraty Arabskie – 165 pocisków balistycznych, dwa manewrujące i ponad 540 dronów. Szczątki zestrzelonych obiektów spadały na dzielnice mieszkaniowe Abu Zabi, zabijając co najmniej jednego cywila. Ministerstwo Obrony ZEA nazwało ataki „rażącym naruszeniem suwerenności narodowej i prawa międzynarodowego” – co brzmi godnie, choć nie przywraca życia ofiarom.
CYNICZNYM OKIEM: Każde państwo Zatoki ogłasza swoje zestrzelenia jak rekord Guinnessa – kto więcej, kto szybciej. Tym czasem szczątki lecą na osiedla mieszkaniowe, a cywile płacą cenę za geopolityczne ambicje, o które nikt ich nie pytał.
Bazy pod ostrzałem, samoloty ewakuowane
Bahrajn przejął 45 rakiet i 9 dronów wycelowanych w kwaterę Piątej Floty USA i brytyjską bazę morską w Manamie. Kuwejt strącił blisko 100 rakiet i 300 dronów w ciągu pierwszej doby – irańskie uderzenia koncentrowały się na bazie lotniczej Ali Al-Salem. Drony trafiły też w międzynarodowe lotnisko w Kuwejcie: oficjalnie „lekkie uszkodzenia”, choć wicepremier Włoch Antonio Tajani mówił wprost o rozległych zniszczeniach pasa startowego.
Katar zestrzeliwał pociski ze spokojem – 65 balistycznych i co najmniej 12 dronów – po czym ogłosił, że kraj jest „bezpieczny i stabilny”, jednocześnie zamykając przestrzeń powietrzną dla ruchu cywilnego. W bazie Al-Udeid dwa pociski trafiły w cel, niszcząc instalację radaru wczesnego ostrzegania. Szczęście w nieszczęściu: większość samolotów USA ewakuowano do baz śródziemnomorskich i na Diego Garcia jeszcze przed atakiem – ktoś wiedział, co nadchodzi.
Jordania przechwyciła 13 pocisków balistycznych i strąciła 49 dronów wycelowanych w bazę Muwaffaq Salti. Siły brytyjskie w Iraku zestrzelały kilka rakiet nad kurdyjskim Erbilem. Londyn zaś nie tylko pomaga – premier Keir Starmer potwierdził, że Wielka Brytania udostępniła USA swoje bazy na Bliskim Wschodzie, w tym dużą bazę lotniczą na Cyprze, do ataków na irańskie wyrzutnie.

Łańcuch reakcji bez hamulców
To, co zaczęło się jako precyzyjny atak na irańskie przywództwo, przeradza się w klasyczny konflikt regionalny – gdzie każda strona eskaluje, powołując się na prowokację poprzednika.
Iran traci Chameneiego i innych liderów, odpowiada salwami na pięć krajów jednocześnie. Arabia Saudyjska, Irak i Syria również notują ataki – choć w nieokreślonej skali.


