Sekretarz stanu USA Marco Rubio i inni wysocy rangą urzędnicy ostro skrytykowali Unię Europejską po nałożeniu rekordowej grzywny 140 milionów dolarów na należącą do Elona Muska platformę społecznościową X (dawniej Twitter), oskarżając UE o cenzurę i ingerencję w wolność słowa Amerykanów.
Ta kara, nałożona 5 grudnia za naruszenia Digital Services Act (DSA), obejmuje zarzuty o wprowadzający w błąd system płatnej weryfikacji, brak przejrzystości repozytorium reklam i odmowę udostępnienia niezależnym badaczom niezbędnych danych.
Kontrowersje wokół grzywny: prawda czy wojna informacyjna?
Unia Europejska argumentuje, że X dopuszcza się manipulacji użytkownikami, wprowadzając w błąd co do autentyczności kont, co otwiera drogę do oszustw i podsycania dezinformacji, niemożliwych do skutecznego monitorowania z powodu niewystarczającej transparentności platformy.
W odpowiedzi na tę karę JD Vance, wiceprezydent USA, sugerował, że kara jest karą za „niewłączanie się w cenzurę”.
Rubio ogłosił, że to atak nie tylko na X, ale na amerykańskie platformy i naród USA.
Zagrożenie dla transatlantyckiego partnerstwa
Christopher Landau, zastępca sekretarza stanu USA, podkreślił, że polityka Unii zagraża więziom transatlantyckim i jest sprzeczna z interesami USA:
„Państwa Europy nie mogą liczyć na USA w kwestii własnego bezpieczeństwa, jednocześnie aktywnie podważając bezpieczeństwo samych Stanów Zjednoczonych…”
Landau mówi również o „rażącej niespójności” między współpracą NATO, a regulacjami UE, które dotykają wolności słowa oraz technologii.
Ambasador USA przy UE Andrew Puzder nazwał grzywnę „regulacyjnym nadużyciem wymierzonym w amerykańską innowacyjność”.
Europa broni swoich standardów i suwerenności
Helmut Brandstätter, poseł do Parlamentu Europejskiego, szybko odparł na zarzuty, podkreślając, że w Europie nie ma cenzury, a wszyscy muszą przestrzegać prawa:
„W Europie nie ma cenzury, a każdy musi przestrzegać naszych zasad. Prezydent USA Donald Trump walczy z wolną prasą, pozywając gazety i stacje telewizyjne. Więc zostawcie nas w spokoju.”
Zaostrzona polityka europejska niesie też kontrowersje. Przykładem jest sprawa niemieckiej kobiety, która otrzymała surowszy wyrok więzienia niż skazany gwałciciel, za nazwanie go „haniebną świnią-gwałcicielem”.
Podsekretarz stanu Sarah B. Rogers opublikowała wideo, w którym krytycznie komentowała ten przykład, pytając:
„Więc jak to jest, panie Bronstätter, czy naprawdę nie ma cenzury w Europie? Czy też wszyscy mamy przestrzegać waszych zasad?”
CYNICZNYM OKIEM: Narracja o konieczności regulacji platform internetowych często maskuje próby kontrolowania debaty publicznej pod pretekstem walki z dezinformacją i nienawiścią. To gra na emocjach, w której „wabik na wściekłość” (rage bait) staje się narzędziem do cenzury i politycznego sterowania treścią. Z jednej strony mamy deklaracje o obronie wolności słowa, z drugiej – rosnące aresztowania i wyroki za „toksyczne ideologie”.
Przyszłość wolności słowa?
Spór między USA, a UE pokazuje fundamentalny konflikt:
- USA oskarżają UE o cenzurę i łamanie wolności,
- UE twierdzi, że broni porządku, bezpieczeństwa i standardów demokratycznych.
W tle mamy walkę o kontrolę nad internetem, globalnymi mediami i narracją polityczną.
Wojnę o wolność słowa prowadzi się już nie tylko na ulicach czy w mediach, ale przede wszystkim w elektronice, prawie i algorytmach.
To konflikt, w którym przegranymi mogą być sami użytkownicy – obywatele internetu, skazani na filtry, ograniczenia i polityczne narracje sterowane zza kulis.


