140 mln USD za wolność słowa? Wojna USA–UE o cenzurę i granice demokracji

„Dni cenzurowania Amerykanów dobiegły końca”

Adrian Kosta
4 min czytania

Sekretarz stanu USA Marco Rubio i inni wysocy rangą urzędnicy ostro skrytykowali Unię Europejską po nałożeniu rekordowej grzywny 140 milionów dolarów na należącą do Elona Muska platformę społecznościową X (dawniej Twitter), oskarżając UE o cenzurę i ingerencję w wolność słowa Amerykanów.

Ta kara, nałożona 5 grudnia za naruszenia Digital Services Act (DSA), obejmuje zarzuty o wprowadzający w błąd system płatnej weryfikacji, brak przejrzystości repozytorium reklam i odmowę udostępnienia niezależnym badaczom niezbędnych danych.

Kontrowersje wokół grzywny: prawda czy wojna informacyjna?

Unia Europejska argumentuje, że X dopuszcza się manipulacji użytkownikami, wprowadzając w błąd co do autentyczności kont, co otwiera drogę do oszustw i podsycania dezinformacji, niemożliwych do skutecznego monitorowania z powodu niewystarczającej transparentności platformy.

W odpowiedzi na tę karę JD Vance, wiceprezydent USA, sugerował, że kara jest karą za „niewłączanie się w cenzurę”.

Rubio ogłosił, że to atak nie tylko na X, ale na amerykańskie platformy i naród USA.

Zagrożenie dla transatlantyckiego partnerstwa

Christopher Landau, zastępca sekretarza stanu USA, podkreślił, że polityka Unii zagraża więziom transatlantyckim i jest sprzeczna z interesami USA:

„Państwa Europy nie mogą liczyć na USA w kwestii własnego bezpieczeństwa, jednocześnie aktywnie podważając bezpieczeństwo samych Stanów Zjednoczonych…”

Landau mówi również o „rażącej niespójności” między współpracą NATO, a regulacjami UE, które dotykają wolności słowa oraz technologii.

Ambasador USA przy UE Andrew Puzder nazwał grzywnę „regulacyjnym nadużyciem wymierzonym w amerykańską innowacyjność”.

Europa broni swoich standardów i suwerenności

Helmut Brandstätter, poseł do Parlamentu Europejskiego, szybko odparł na zarzuty, podkreślając, że w Europie nie ma cenzury, a wszyscy muszą przestrzegać prawa:

„W Europie nie ma cenzury, a każdy musi przestrzegać naszych zasad. Prezydent USA Donald Trump walczy z wolną prasą, pozywając gazety i stacje telewizyjne. Więc zostawcie nas w spokoju.”

Zaostrzona polityka europejska niesie też kontrowersje. Przykładem jest sprawa niemieckiej kobiety, która otrzymała surowszy wyrok więzienia niż skazany gwałciciel, za nazwanie go „haniebną świnią-gwałcicielem”.

Podsekretarz stanu Sarah B. Rogers opublikowała wideo, w którym krytycznie komentowała ten przykład, pytając:

„Więc jak to jest, panie Bronstätter, czy naprawdę nie ma cenzury w Europie? Czy też wszyscy mamy przestrzegać waszych zasad?”

CYNICZNYM OKIEM: Narracja o konieczności regulacji platform internetowych często maskuje próby kontrolowania debaty publicznej pod pretekstem walki z dezinformacją i nienawiścią. To gra na emocjach, w której „wabik na wściekłość” (rage bait) staje się narzędziem do cenzury i politycznego sterowania treścią. Z jednej strony mamy deklaracje o obronie wolności słowa, z drugiej – rosnące aresztowania i wyroki za „toksyczne ideologie”.

Przyszłość wolności słowa?

Spór między USA, a UE pokazuje fundamentalny konflikt:

  • USA oskarżają UE o cenzurę i łamanie wolności,
  • UE twierdzi, że broni porządku, bezpieczeństwa i standardów demokratycznych.
    W tle mamy walkę o kontrolę nad internetem, globalnymi mediami i narracją polityczną.

Wojnę o wolność słowa prowadzi się już nie tylko na ulicach czy w mediach, ale przede wszystkim w elektronice, prawie i algorytmach.

To konflikt, w którym przegranymi mogą być sami użytkownicy – obywatele internetu, skazani na filtry, ograniczenia i polityczne narracje sterowane zza kulis.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *